
– Czy było tak niebezpiecznie, jak mi się wydawało? – zapytała Edwina oszołomiona tym, na co przed chwilą patrzyła.
Charles poważnie skinął głową.
– Tak sądzę. Może wypijemy kieliszek szampana w Cafe Parisien, żeby uczcić szczęśliwy początek rejsu?
Edwina chętnie przystała na tę propozycję. Przytuleni skierowali się ku kawiarence, gdzie kilka minut później znalazł ich zziajany i rozczochrany George.
– Co tu robisz, siostrzyczko? – spytał, stając na tarasie kawiarni w czapce na bakier. Poła koszuli wysunęła mu się z wysmarowanych na kolanie spodni, ale twarz promieniała szczęściem nie do opisania.
– Mogłabym cię spytać o to samo. Mama szukała cię wszędzie. Co u licha robiłeś do tej pory? – gniewnie powiedziała Edwina.
– Przecież musiałem się rozglądnąć – odparł patrząc na siostrę z politowaniem, że nie rozumie rzeczy tak oczywistej, po czym rzucił Charlesowi porozumiewawcze spojrzenie. – Cześć, Charles! Jak się masz?
– Świetnie, dziękuję. A jak tam statek, w porządku? Podoba ci się?
– Genialny! Wiesz, że ma cztery windy i wszystkie wjeżdżają aż na dziewiąte piętro? Jest też boisko do squasha i basen. Poza tym wiozą do Nowego Jorku nowiutkiego renaulta. A jakie tu mają kuchnie!… Nie udało mi się dostać do sterowni, sprawdziłem za to drugą klasę. Wygląda całkiem przyzwoicie. A żebyś wiedział, jaką dziewczynę tam zobaczyłem!… – opowiadał chłopiec ku oburzeniu siostry i widocznemu rozbawieniu przyszłego szwagra. Nie przejmował się niczym, a rozchełstany ubiór zupełnie mu nie przeszkadzał.
– Widzę, że wszystko dokładnie obejrzałeś – pochwalił go Charles, na co George napuszył się jak paw. – Byłeś już na mostku?
