Do salonu weszli Edwina i Charles, wracający ze spaceru po pokładzie. Gdy podchodzili do stolika, Edwina wciąż rozcierała zmarznięte dłonie.

– Ależ ziąb na dworze – powiedziała z uśmiechem, który ostatnio nieustannie gościł na jej twarzy.

Kate pomyślała, że nigdy jeszcze nie widziała osoby równie szczęśliwej. Ona podobnie się czuła, gdy wychodziła za Bertrama. Tych dwoje było dla siebie stworzonych. Podobną opinię wyraziła pani Straus, przekonana, że tę piękną parę czekają długie lata w szczęściu.

– Ciekawe, dlaczego jest tak zimno. Zrobiło się zimniej niż rano – zwróciła się Edwina do ojca. Usiedli z rodzicami, zamawiając herbatę i tosty z masłem, które kelner przyniósł po krótkiej chwili.

– Trzymamy kurs na północ. Jeżeli w nocy dobrze wytężymy oczy, to może uda nam się wypatrzeć małe góry lodowe – odparł Bertram.

– Czy to niebezpieczne? – zatroskała się Edwina.

Ojciec uspokajająco potrząsnął głową.

– Nie dla takiego statku jak nasz. Słyszałaś, co się mówi o "Titanicu"? Jest niezatapialny. Jedna mała góra lodowa nie wystarczy, żeby go posłać na dno, a poza tym gdyby groziło nam niebezpieczeństwo, kapitan z pewnością podejmie właściwe środki ostrożności.

Tego dnia płynęli z prędkością dwudziestu trzech węzłów, co jak na statek pasażerski było całkiem niezłym tempem. Po południu, gdy Winfieldowie siedzieli przy podwieczorku, "olbrzym" otrzymał trzy ostrzeżenia o górach lodowych z innych statków: z "Caronii", "Baltica i "Ameriki", lecz kapitan Smith nie kazał ograniczać prędkości. Uważał, że byłoby to zbędne, choć na wszelki wypadek polecił bacznie obserwować ocean. Był jednym z najbardziej doświadczonych kapitanów linii White Star. Spędziwszy lata całe na statkach, odbywał ostatni rejs, po którym zamierzał przejść na emeryturę.



31 из 321