
I w dodatku pies wyje…
Zakłopotanie personelu rosło i w końcu recepcjonistka bąknęła właściwe słowo:
– Policja…
– Czy to warto…? – przyhamował ją niepewnie portier. – Może jeszcze poczekać?
– A jeśli on znów będzie wył…?
– Poprosimy, żeby omijali to miejsce. Z daleka nie wyje.
Państwo Clark chętnie zgodzili się omijać podejrzany pojazd szerokim łukiem, co przyszło im łatwo, bo w grę wchodziły wszystkiego raptem dwa wyjścia i wejścia, po czym samochód przestał jeszcze jedną dobę. Nikt się przy nim nie pojawił, za to zatrzymał się na chwilę kolejny gość hotelowy, Szwajcar z rejonu Genewy. Pociągnął nosem, powęszył i udał się do recepcji.
Sumitując się bezgranicznie, oznajmił, że on mieszka nad Jeziorem Genewskim, gdzie jest szalenie czyste powietrze, żadnych papierosów ani niczego podobnego nigdy w życiu nie palił, więc ma doskonały węch. I wydaje mu się, że na parkingu czuć jakiś nieprzyjemny odór. W jednym miejscu wprawdzie, nie wszędzie, ale i tak powinno się chyba coś z tym zrobić, bo może gdzieś tam zdechło jakieś stworzenie albo ktoś zostawił w samochodzie produkty spożywcze, o których zapomniał.
Dyżur w recepcji miał akurat młodzieniec, którego wczoraj nie było, wieść o osamotnionym samochodzie jednakże już się wśród obsługi rozeszła, ponadto wczorajsza recepcjonistka też się znalazła i zmartwienie spęczniało. Młodzieniec, student, zatrudniony w okresie wakacyjnym, był wielbicielem kryminałów i z wielkim zapałem poparł myśl o policji. Nie miało sensu dłużej zwlekać.
Holandia to kraj przyzwoity, obowiązkowy i uporządkowany, ale czysty przypadek sprawił, że w radiowozie, który przyjął meldunek o podejrzanym zjawisku, znajdował się akurat inspektor Jue Rijkeveegeen z amsterdamskiego wydziału zabójstw. Oglądanie podejrzanych zjawisk nie należało do jego obowiązków, tym radiowozem zamierzał po prostu pojechać kawałek dalej, jednakże zgodził się zboczyć i w rezultacie, przyjechawszy bardzo szybko, uprzejmie wysłuchał powściągliwej opowieści o kłopocie.
