Przerwałam jej.

– Otóż to. Do całonocnej konwersacji z holenderską policją nie będę cię przymuszać, chociaż rozumiem, że oni mówią po angielsku…

– Bardzo dobrze mówią.

– O ile wiem, ty też. Ale z naszą własną, rodzimą, możesz się postarać. Całkiem głupia nie jesteś…

– Dziękuję ci bardzo…

– Nie ma za co. Oni będą pytać, a z pytań można dużo wywnioskować. Spróbuj się połapać, skąd się wziął pomysł, że ona mieszka, czy mieszkała, u ciebie, kto to wykombinował i skąd oni wiedzą. I po cholerę pytają, szukają jej czy co? Holenderska, nasza…? Baba Angielka, Interpol się wmieszał? Terrorystka? Narkotyki? Wyłap, ile zdołasz.

Słychać było, jak Martusia wzięła głęboki oddech.

– Spróbuję. Postaram się. Myślisz, że mogę udawać kretynkę?

– Bardzo wskazane – pochwaliłam. – Kretynki mają duże wzięcie, szczególnie ładne. Jeśli każde pytanie zaczną ci tłumaczyć jak sołtys krowie na miedzy, dowiesz się wszystkiego… O, cholera! Drugi brzeg widać, zaraz będą krzyczeli: drajwery do wognów, chociaż nie wiem, jaki to prom, niemiecki czy duński. Ale i tak te chrypienia to będą drajwery…

– Gdzie nocujesz?

– Nie wiem. Gdzie zajadę po dniu. Mam autostradę, może się dopcham do Poznania.

– O, chyba już idą…!

Zabrzmiało to zgoła rozdzierająco, co najmniej jakby na schodach łomotała jej carska ochrana i Sybir ją czekał. Wyłączyłam komórkę i ruszyłam na dół.

Dojechałam do Poznania o zmroku, na upartego mogłam dojechać i do Warszawy, ale już mi się nie chciało. Dostałam pokój w hotelu. Zadzwoniłam do Martusi i zaniepokoiłam się nieco, bo żaden z jej telefonów nie odpowiadał, ani komórka, ani stacjonarny. Rzeczywiście wywieźli ją na ten Sybir…?

Z niepokoju zaczęłam myśleć, kiedy zatem ona zadzwoniła około jedenastej, kojąc moje obawy, dalsze pytania miałam już gotowe.



16 из 217