– Gdzie się podziewałaś i dlaczego nie odbierałaś telefonów? – zaczęłam surowo.

– Bo jak oni poszli, wyszłam z psem, już był najwyższy czas, i z pośpiechu nie wzięłam komórki. A potem nie mogłam wrócić, bo klucze mi wpadły do kanału, do takiej kratki ściekowej, ale nie poleciały dalej, tylko się tam gdzieś zaczepiły i trzeba było tę kratkę wyjąć. Potwornie długo to trwało, dopiero teraz skończyli!

Zaciekawiłam się niejako na marginesie.

– A co byś zrobiła, gdybyś tych kluczy nie odzyskała?

– A skąd wiesz, że odzyskałam? – zdziwiła się Martusia.

– Stąd, że dzwonisz. Co oznacza, że dostałaś się do domu.

– A, rzeczywiście… Ale mogłam ich nie odzyskać. Pojechałabym do Janusza, on ma zapasowe, chociaż nie wzięłam portmonetki i nie miałam pieniędzy na taksówkę, a kluczyki od samochodu też zostały w domu. I nawet zastanowiłam się, co będzie, jeśli go nie będzie, pewnie pojechałabym do Jolki, mogłabym nawet u niej zanocować.

– No tak, a ja bym tu snuła różne straszne przypuszczenia…

– Nie, zadzwoniłabym do ciebie od Jolki. A Janusz w ogóle był.

Wiedziałam, że jej były mąż dysponuje kluczami do jej mieszkania, bo w razie potrzeby przychodzi do psa, karmi go i wyprowadza, więc nie rozwijałam tematu. Przystąpiłam do rzeczy.

– Czekaj, bo ja tu cały czas myślę i coś mi przyszło do głowy… Ale nie, najpierw powiedz, jak było z glinami.

– No właśnie! Słuchaj, to cała afera! Pytali mnie o tę Ewę Thompkins i nawet pokazali jej zdjęcia, mogę przysiąc, że nie widziałam facetki nigdy w życiu! Podobno ona w dzieciństwie mieszkała w Krakowie, tu się urodziła, tak wynikło z jej dokumentów. Kazałaś mi wnioskować z pytań, więc najpierw wywnioskowałam, że ona zaginęła i te różne policje jej szukają, ale potem okazało się, że nic podobnego i wyszło mi, że ona nie żyje. Zamordowana chyba, nie?

– Jeśli policja się czepia, zamordowana z pewnością. Albo ona kogoś zamordowała.



17 из 217