Wzruszył ramionami, bo go to kompletnie nic nie obchodziło, nawet na numer tego samochodu nie zwrócił uwagi, poczuł się okropnie głodny, wrócił do swojego roweru i ruszył do domu.

Tym sposobem, nie mając o niczym zielonego pojęcia, stał się świadkiem początku potężnej afery, co niestety, na złe mu wyszło.


* * *

Co działo się ze mną, wiedziałam doskonale na bieżąco.

W niewłaściwej chwili znalazłam się w niewłaściwym miejscu… A może właśnie odwrotnie? Może chwila i miejsce były jak najbardziej właściwe? W każdym razie rezultaty tego znalezienia się przeszły wszelkie oczekiwania i wypadły raczej dość efektownie.

Z Francji, przez Belgię, wjechałam do Holandii. Zamierzałam się gdzieś tam zatrzymać na noc, bo w planach miałam podróż do Kopenhagi, do Alicji, bardzo okrężną droga lądową przez Szlezwig i Holsztyn, dalej przez Jutlandię, Fionię i najdłuższy most w Europie. Zważywszy kwitnącą we mnie coraz bujniej skłonność do błądzenia gdzie tylko się da, mogło to potrwać.

Postanowiłam zatem zanocować w pierwszym mieście, jakie mi się napatoczy, mniej więcej w połowie drogi. Padło na Zwolle.

Zaczynało zmierzchać. Deszcz padał. Mgły snuły się już w czasie białego dnia. W deszczu, mgle i ciemnościach najeździłam się dosyć, za nic w świecie nie chciałam więcej. Zjechałam do centrum i rozpoczęłam poszukiwanie hotelu.

Tą akurat trasą jechałam pierwszy raz, a z mapy drogowej wynikało, że Zwolle to jakieś małe miasteczko. Nic podobnego! Okazało się wielkim kurortem, pełnym zieleni, z rzeką, która wcale nie była rzeką, tylko kanałem, zapchanym przystaniami, statkami, jachtami, łódeczkami, całym asortymentem atrakcji turystycznych, a to docelowe centrum gdzieś mi się rozmyło. Hotele z reguły są podpisane i widać je z daleka, nie dostrzegłam żadnego, poza tym odbiegły mnie wszelkie nadzieje, bo znaleźć pokój w pełni sezonu w miejscowości turystycznej to prawie senne marzenie. Jednakże jechałam dalej, bo co właściwie mogłam zrobić innego?



3 из 217