Nie wysiadłam od razu. Siedziałam w samochodzie, napawałam się ulgą i odpoczywałam. Deszcz lał rzetelnie. Smętnie usiłowałam policzyć, ile parasolek zostawiłam w domu, ze sześć chyba, przy sobie nie miałam ani jednej. Za to przypomniało mi się, że posiadam także aktualny wykaz hoteli Mercure, z adresami i dojazdem, tak samo jak Campanilli, i teoretycznie mogłam z niego skorzystać, zamiast szukać stacji benzynowych i łapać ludzi po ulicach. Ale nie czyniłam sobie wyrzutów. W praktyce wykaz był mi niedostępny, znajdował się gdzieś z tyłu, możliwe, że pod fotelami na podłodze, a możliwe, że w torbach na ich plecach, ciasno upchnięty. Z pewnością nie dałabym rady go stamtąd wyszarpnąć.

Zdecydowałam się wreszcie ruszyć ze swojego miejsca. Światło znad bliskiego wejścia do hotelu padało na fotel pasażera i w jego blasku widać było leżące tam przedmioty. Otwarta torebka, komórka, butelka wody mineralnej, papierosy, zapalniczka, śmieci, stary atlas drogowy, rozmaite rachunki i jedna rękawiczka. Reszta na ziemi. Przypomniało mi się, że na autostradzie raz zahamowałam dość gwałtownie, bo drogowskaz wyskoczył znienacka, przedtem zasłaniała go ciężarówka, A możliwe, że się trochę zamyśliłam.

Schyliłam się i zaczęłam zbierać rzeczy z podłogi. Portfel przede wszystkim, portmonetka, nowy atlas, zasilacz do komórki, dosyć dużo bilonu, ciemne okulary, druga rękawiczka, pokwitowania z bankomatów… Trochę to potrwało, szczególnie bilon i liczne papierki przysporzyły mi trudności, uczono mnie jednakże z wielkim naciskiem, żeby nie zostawiać byle gdzie żadnych świstków z numerami kart kredytowych. Mogłam, oczywiście, wysiąść i pozbierać to wszystko od drugiej strony, co byłoby znacznie łatwiejsze, ale ciągle lał deszcz. Nie miałam najmniejszej ochoty moknąć, nawet gdybym miała moknąć tylko w dolnej połowie i od tyłu.

Usłyszałam samochód, który podjechał i zaparkował na wolnym miejscu po mojej lewej stronie, przeleciały po mnie jego światła.



6 из 217