
trzeba dokładać wszelkich starań, szukając odpowiednich słów, bo trudności z wyrażeniem czegoś wcale człowieka nie usprawiedliwiają. W związku z tym po chwili spróbowała jeszcze raz:
– Mnie nie chodzi o ducha, tylko o obecność. „Obecność" – to mam na myśli.
Jakby reagując na to, co powiedziała Lisbonne, świeca w błękitnym świeczniku zamigotała.
– Chyba dobrze to określiłam?
Lis ruchem głowy wskazała płomień i oboje się roześmiali.
– Która godzina?
– Dochodzi dziewiąta.
Lis zwinęła się na leżaku i podciągnęła kolana pod brodę, otulając sobie nogi długą dżinsową spódnicą. Czubki jej brązowych kowbojskich butów wytłaczanych w liście winorośli wystawały spod rąbka. Lis jeszcze raz spojrzała na gwiazdy i pomyślała, że matka jest naprawdę dobrą kandydatką na ducha. Zmarła dopiero osiem miesięcy temu, siedząc w starym bujanym fotelu i patrząc na patio, w którym teraz znajdowała się ona z Owenem. Matka pochyliła się nagle w przód* jakby rozpoznając jakiś punkt orientacyjny w terenie, powiedziała: „Och tak, oczywiście" i bardzo spokojnie umarła.
Tak, matka była dobrą kandydatką na ducha, a ten dom był domem, jaki duchy mogły z powodzeniem nawiedzać. Był duży, zbyt duży nawet dla mającej gromadkę dzieci osiemnastowiecznej rodziny. Jego cedrowe, brunatne, szorstkie ściany popękały ze starości. Futryny i obramowania okien zostały pomalowane na ciemnobrązowo. Dom, będący w czasach wojny o niepodległość gospodą, został podzielony na małe pokoje połączone wąskimi korytarzami. Sufity miał belkowane. Ojciec Lis twierdził, że otwory w ścianach i belkach pochodziły od kul wystrzelonych z muszkietów przez milicję buntowników walczącą z Anglikami i wypierającą ich z kolejnych pokoi.
W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat rodzice wydali setki tysięcy dolarów na urządzenie domu. Jednak jakoś nigdy nie założyli porządnej instalacji elektrycznej, w związku z czym dom oświetlony był lampami z małymi żarówkami. Dziś wieczorem światło tych lamp sączyło się przez niewielkie kwadraciki sfalowanego szkła, które wyglądały jak oczy chorego na żółtaczkę.
