— A teraz uważaj! Aparat jest nastawiony. Czy potrafisz obchodzić się z przełącznikiem? Wystarczy nacisnąć…

— Potrafię, potrafię. Już nieraz zabawiałem się tymi sztuczkami. Chce pan, żebym wyszedł z maszyny, zrobił parę zdjęć i ruszył jakiś kamień.

— Ale nic więcej! Pamiętaj, że cofasz się w czasie o sto dziesięć milionów lat i wszystko, co zrobisz, może mieć nieobliczalny wpływ na teraźniejszość. Mógłbyś zniszczyć całą rasę ludzką, rozgniatając przez nieuwagę jakieś małe stworzonko, które było jej dalekim przodkiem. Myślę, że nieznaczne przesunięcie kamienia będzie odpowiednim i nieszkodliwym doświadczeniem wstępnym. Ale bądź ostrożny!

Podeszli do wielkiej, przezroczystej machiny znajdującej się w drugim końcu laboratorium. Przez grube ściany czerwone, czarne i srebrzyste przyrządy rzucały zagadkowe blaski. Z labiryntu drutów wystawała ogromna dźwignia, niczym metalowy palec wskazujący.

— Powinieneś przybyć w połowie epoki płazów, w okresie kredy. Większa część Ameryki Północnej była wtedy pod wodą, ale badania geologiczne wskazują, że w tym miejscu znajdowała się wyspa.

— Powtarzał to pan już ze szesnaście razy. Proszę mi tylko pokazać, którą sztukę pociągnąć, i jazda! Ruddle zakręcił się niespokojnie w miejscu.

— Sztuka! — wykrzyknął. — Nie ciągniesz żadnej sztuki! Opuścisz delikatnie — pamiętaj, delikatnie — chronotranzyt, czyli tę dużą czarną dźwignię, wskutek czego kwarcowe drzwi się zasuną, a machina będzie uruchomiona. Przy przyjeździe podniesiesz dźwignię — znowu delikatnie — a wtedy drzwi się otworzą. Machina już jest nastawiona na cofnięcie się w czasie o określoną ilość lat, więc o to na szczęście nie musisz się troszczyć.

McCarthy spojrzał na niego z góry.

— Pan jesteś strasznie dowcipny jak na takiego małego faceta. A założę się, że masz pietra przed swoją żoną.



4 из 16