
Gdy zdenerwują mnie ludzie, to dla uspokojenia często sięgam po książki o zwierzętach. Jeśli w ich świecie w ogóle są jacyś politycy, to na pewno nie są aż takimi durniami. Nawet wśród gnid. Nie zacznę jednak od gnid, zacznę od muszek owocówek i homoseksualizmu, aby pozostać w temacie. Muszki owocówki to wprawdzie nie ludzie, ale jak pokazują ostatnie badania, mają niewiele mniej genów niż człowiek.
Elitarny amerykański magazyn naukowy „Celi” („Komórka”) opublikował niedawno niezwykle interesujący artykuł, który czyta się momentami jak romans. Muszka owocówka nadlatuje do komory obserwacyjnej, zbliża się do oczekującej dziewicy, delikatnie dotyka jej jedną z kończyn i odgrywa – na swoich skrzydełkach – miłosną pieśń. To rodzaj gry wstępnej. Skończywszy koncert, liże swoją wybrankę, a gdy uzyska jej przyzwolenie, kopuluje z nią nieprzerwanie przez dwadzieścia minut (ludzie robią to krócej, ale długość aktu seksualnego nie jest funkcją liczby genów). Nie byłoby w tym niczego aż tak dziwnego (dla muszek), gdyby nie fakt, że wpuszczona do komory obserwacyjnej muszka jest samicą i tak naprawdę kopulować nie może i nie powinna. Jest jednak samicą szczególną – metodami inżynierii molekularnej zmieniono jej jeden gen. I właśnie ta zmiana spowodowała, że muszka samica stała się muszką samcem i przejęła natychmiast cały wzorzec zachowań w tak podstawowej dla przetrwania gatunku dziedzinie jak prokreacja. Jeden jedyny gen!
Aby zmodyfikować kolor oczu człowieka, trzeba by manipulować wieloma genami. Naukowcy (którzy z definicji powinni być nieufni, krytyczni, zazdrośni i zawistni) przecierają oczy ze zdumienia.
