
Ostatnio poczułem taką wściekłość, gdy dwóch polskich polityków ze znanej partii publicznie zrównało homoseksualizm z pedofilią, nekrofilią i zoofilią. Brzmi to okropnie nawet dla tych, co nie znają się zbyt dobrze na łacinie i perwersjach. Dla tych, co się znają, przyrównanie zbliżenia gejów do gwałtu na zwłokach lub kopulacji z owcą czy kozą musi być szokująco obrzydliwe. Nie skomentuję przywołania w tym kontekście pedofilii, ponieważ zaczyna wzbierać we mnie żółć.
Podobną złość czułem, gdy swego czasu zupełnie przypadkowo natrafiłem w Internecie na stronę utrzymywaną przez ortodoksyjnych polskich nacjonalistów, a w niej na „historyczną” publikację o Januszu Korczaku. Autor tej skrajnie propagandowej ulotki nieustannie przypominał, że prawdziwe personalia Korczaka to Henryk Goldszmit (co było chyba jedyną prawdziwą informacją w tym tekście), a w którymś momencie zasugerował: „Być może bohaterski Goldszmit vel Korczak wcale nie był pedagogiem, tylko pedofilem…”. To był jeden z tych nielicznych momentów w moim życiu, kiedy przyszło mi do głowy, że może ten idiotyczny pomysł z cenzurowaniem Internetu wcale nie jest taki zły. Oprócz wściekłości czułem jednak wtedy także wstyd. Swoją drogą ciekaw jestem, z czym ci dwaj politycy o umyśle płytkim jak kałuża porównaliby homoseksualnego rudego Murzyna (bywają i tacy), mającego izraelski paszport i od dwudziestu lat mieszkającego w Monachium?
