
Linia Voldenów? Jej członkowie rozproszyli się po całej Norwegii, a żadne z nich nie odziedziczyło tego strasznego, czy też błogosławionego, daru nawiązywania łączności ze światem równoległym, czy inaczej mówiąc z tamtym światem. Przy śniadaniu rozmawiano o różnych sprawach, o tym, jak się ułożyły losy tego czy tamtego, liczono wnuki w rodzinie, i wszyscy czuli się znakomicie.
Nagle podszedł kelner i oznajmił, że pewien młody człowiek chciałby rozmawiać z Natanielem Gardem. Kelner sprawiał wrażenie nieco zdumionego.
– To chyba Peter – ucieszył się Nataniel. – Proszę mu powiedzieć, żeby do nas przyszedł. Porozmawiamy nad filiżanką kawy.
Kiedy jednak gość stanął w progu, Ellen, Nataniel i Gabriel wydali z siebie stłumiony okrzyk.
Miranda bez słowa wpatrywała się w młodego mężczyznę.
Zapomniała o wszystkich problemach współczesnego społeczeństwa i o swojej niechęci do dekadenckich historii miłosnych Indry. Miranda siedziała milcząca i czuła, że ogarnia ją paląca, bolesna tęsknota. Bolesna dlatego, iż wiedziała, że zakochanie się w tym człowieku skazane jest od pierwszej chwili na niepowodzenie.
Po serdecznych powitaniach z nieprawdopodobnie urodziwym młodzieńcem poznała, że się nie myli, że naprawdę ma przed sobą owego otoczonego legendą Marca.
Tak, już jego wygląd wprawił ją w osłupienie. Marco był ciemny, ciemny niczym noc, ale nie należało go porównywać z przedstawicielami rasy czarnej. To zupełnie inna sprawa. Miał jakiś taki odcień skóry, który zmieniał się w zależności od światła. Oczy natomiast przypominały czarne, gorące węgle. Właściwie to skórę miał złocistobrązową, tylko włosy kruczoczarne, pozbawione niebieskich refleksów. Był to mężczyzna wysoki, dobrze zbudowany i emanował od niego ogromny autorytet. Kiedy witał się z Mirandą, ona spojrzała w te jego niezwykłe oczy i zaczęła się zastanawiać. Młodzieniec? Owszem, takie sprawia wrażenie na pierwszy rzut oka. Później jednak odkryła coś innego, niewiarygodną wiedzę przekraczającą ludzkie doświadczenie. Spojrzenie należało do człowieka, który żył dłużej niż ktokolwiek inny. Była w nim mądrość. Smutek. I samotność.
