
Wyczuwali jednak wyraźnie, iż balansują pomiędzy rzeczywistością a tym, co niewiarygodne, dlatego bardzo się starali zachować spokój i chłodny umysł.
Ramię było chude, ale nie wysuszone, jak można by się spodziewać. W ziemi znajdowały się też resztki ubrania.
Gabriel i majster budowlany uwolnili nogi i stopy pogrzebanego od ziemi i kamieni, a jednocześnie Nataniel i Marco odkopali drugie ramię i barki. Dziewczyny usuwały kępy trawy, zsuwające się do grobu.
– Dobre skórzane buty – mruknął majster. – To znaczy, resztki, jakie z nich zostały. Ciało wygląda natomiast, jakby ciężkie kamienie nie wyrządziły mu krzywdy.
– Rzeczywiście nie. Jak na człowieka, który żył w osiemnastym wieku, to on jest bardzo wysoki – skonstatował Gabriel. – Choć nie tak wysoki jak ty, Natanielu, albo jak Marco, raczej jak ja, a ja się szczególnie wzrostem nie wyróżniam.
– Jesteś taki jak trzeba – rzekła Ellen przyjaźnie, chociaż głos jej drżał z przejęcia.
Zwrócili uwagę, że Marco próbuje nawiązać kontakt z pogrzebanym człowiekiem, cały czas starając się przy tym go odkopać.
– Jeśli mnie słyszysz, to porusz palcami – poprosił Marco po norwesku. Był przekonany, że to czarnoksiężnik i że zrozumie ten język. Poza tym nikt z zebranych nie mówił po islandzku.
Czekali w napięciu. Już niemal zrezygnowali, gdy jeden z palców czarnoksiężnika poruszył się ledwie dostrzegalnie, jakby zardzewiał od długiego leżenia w ziemi.
Rozległo się głośne westchnienie ulgi. Teraz zemdleję, pomyślała Indra. Była jednak na to zbyt ciekawa. Musiała się przekonać, kto przez tyle lat spoczywał w grobie.
– W porządku – rzekł Marco do nieznajomego. – Świetnie, a teraz oczyścimy ci twarz. Postaram się to zrobić najdelikatniej jak można. Bądź przygotowany!
