Móri powiedział:

– Ale ciebie, Marco, nie widziałem. Nikt mi też o tobie nie wspomniał. Dziwne, powinni byli to zrobić!

– Nie – odparł Nataniel. – Nie powinni byli, z jednego bardzo prostego powodu, otóż w osiemnastym wieku on nie zdążył się jeszcze urodzić.

– No tak, nietrudno to zrozumieć – uśmiechnął się czarnoksiężnik.

Język Móriego był dziwnie staroświecki. Czarnoksiężnik używał słów, o których większość zebranych wiedziała jedynie z bardzo starych przekazów. Jego zdumienie ich uproszczonym językiem również było wyraźne. Często miewał problemy ze zrozumieniem, co mówią, dokładnie tak jak oni, i musiał raz po raz o coś pytać. Tak spotykają się dwie różne epoki. Miranda pomyślała, że tak właśnie musiało być, kiedy mieszkańcy Starej Wsi Szwedzkiej zostali przeniesieni w 1928 roku do Szwecji. Przedtem mieszkali przez kilkaset lat na Dagö, wyspie na Morzu Bałtyckim, następnie przez kolejne stulecia na Ukrainie. Posługiwali się dawno zapomnianą formą języka szwedzkiego i budzili ogromne zainteresowanie językoznawców. Nawet bardzo uczeni historycy języka nie rozumieli wszystkiego.

Mirandę zafascynował sposób mówienia Móriego. Nie zdążył on jeszcze co prawda zbyt wiele powiedzieć, ale dziewczyna z przejęciem chłonęła każde jego słowo. Nie tylko archaiczne wyrażenia były w jego mowie takie niezwykłe. Posługiwał się bowiem niewiarygodną mieszaniną różnych języków, w których słyszeli norweski, islandzki, a także austriacką odmianę niemieckiego. Napotkała spojrzenie jego płonących oczu w wychudzonej, bladej twarzy. W tym momencie uświadomiła sobie, że zostało nawiązane między nimi jakieś dziwne porozumienie.

Dlaczego?

On nie pochodził przecież z Ludzi Lodu Był jednak czarnoksiężnikiem i jeśli Miranda miała rację twierdząc, że odziedziczyła część dawnych zdolności Ludzi Lodu, które wygasły po ostatniej trudnej walce… Tak, w takim razie łatwo zrozumieć, dlaczego powstała między nimi ta iskra…



22 из 206