Mort wstał i potknął się o swoją tunikę.

— Powinieneś go oddać do jakiegoś rzemieślnika — mruknął w zadumie Hamesh. — Do kapłanów, na przykład. Albo magów. Oni podobno sporo czytają.

Spojrzeli na siebie. W ich myślach pojawił się przelotny obraz tego, do czego byłby zdolny Mort, gdyby w jego chętne ręce wpadła magiczna księga.

— No dobrze — poprawił się szybko Hamesh. — Do kogoś innego. Z pewnością istnieje mnóstwo fachów, gdzie by się nadawał.

— Za dużo myśli, w tym cały problem — westchnął Lezek. — Popatrz na niego. Chłopcy nie zastanawiają się zwykle, jak płoszyć ptaki. Po prostuje płoszą. To znaczy normalni chłopcy.

Hamesh z namysłem poskrobał się po brodzie.

— Mógłbyś zrzucić ten kłopot na kogoś innego — zaproponował. Lezek nie zmienił wyrazu twarzy, tylko oczy błysnęły mu lekko.

— Znaczy się, jak? — zapytał.

— W przyszłym tygodniu w Owczej Wólce będzie jarmark rzemiosł. ; Oddasz go do terminu i wtedy nowy pan będzie musiał jakoś go wychować. Takie jest prawo. Zawrzecie umowę i po sprawie. Lezek zerknął w stronę syna, który badał właśnie kamień.

— Ale nie chciałbym, żeby mu się stała jakaś krzywda — mruknął niepewnie. — Dosyć go lubimy, jego matka i ja. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.

— Wyjdzie mu to na dobre, sam się przekonasz. Zrobią z niego mężczyznę.

— No tak… — Lezek westchnął. — Z pewnością surowca im nie zabraknie.


* * *

Mort zainteresował się kamieniem. Dostrzegł w nim skręcone muszle, relikty pierwszych dni świata, kiedy Stwórca — z nikomu nie znanych powodów — tworzył istoty ze skał.

Morta interesowało wiele spraw. Na przykład dlaczego ludzkie zęby do siebie pasują. Często się nad tym zastanawiał. Albo czemu słońce wschodzi za dnia zamiast nocą, kiedy jego światło bardziej by się przydało. Znał standardowe wyjaśnienie, ale jakoś go nie przekonywało.



4 из 217