
— Wydaje mi się, że pana ostatnią przypuszczalnie konstruktywną hipotezą było, że most może być snem.
Doktorowi opadają kąciki ust.
— Skąd by pan wiedział, gdyby było inaczej ?
— Skąd bym wiedział, gdyby most nie był snem?
Doktor odchyla się w fotelu z miną człowieka znającego się na rzeczy.
— Właśnie.
— No cóż, a skąd pan wie, że nie jest, doktorze? Uśmiecham się. Doktor wzrusza ramionami.
— Pytanie mnie o to nie ma sensu. Przecież byłbym częścią tego snu. — Pochyla się do przodu w swoim fotelu; robię to samo, więc siedzimy niemal nos w nos. — Co oznacza zapieczętowany powóz? — pyta.
— Pewnie pokazuje, że czegoś się boję — rzucam opryskliwie.
— Tak, ale czego? — syczy doktor z bliska.
— Poddaję się. Niech pan mi to powie.
Przez dłuższą chwilę siedzimy oko w oko. Potem doktor przerywa tę próbę sił, odchylając się do tyłu i wzdychając tak głośno, jakby powietrze uchodziło z fotela ze sztucznej skóry. Zapisuje parę uwag.
— Jak idzie pana dochodzenie? — pyta rzeczowo. Wyczuwam pułapkę. Obserwuję go przez zmrużone oczy.
— Jakie dochodzenie?
— Zanim opuścił pan szpital i jeszcze niedawno mówił mi pan o do chodzeniu, które prowadzi. Powiedział pan, że stara się dowiedzieć wszystkiego o moście. Wtedy wydawało się to dość ważne dla pana.
Odchylam się w fotelu.
— Rzeczywiście próbowałem się dowiedzieć paru rzeczy. Ale…
— Ale zrezygnował pan — mówi poczciwy doktor; kiwa głową, notuje.
— Próbowałem. Napisałem listy do wszystkich urzędów, biur, departamentów, college’ów i gazet, jakich adresy zdołałem znaleźć. Ślęczałem do późna w nocy, pisząc listy, całe tygodnie przesiadywałem w przedpokojach, poczekalniach, recepcjach i na korytarzach. Skończyło się skurczem ręki, ostrym przeziębieniem i wezwaniami przed Komisję ds. Nadużyć w Wykorzystywaniu Diet na Utrzymanie przez Pacjentów Zakwaterowanych Poza Szpitalem. Nie mogli uwierzyć, ile wydaję na opłaty pocztowe.
