
* * *
Panna Butts nerwowo przerzucała papiery.
Oto praca dziewczynki, lat sześć.
„Co robiliśmy na wakacjach: Na wakacjach robiłam to, że byłam u dziadka on ma wielkiego białego Kunia i ogród co jest całkiem Czarny. Zjedliśmy jajko i frytki.”
* * *
Potem zapala się oliwa w lampach przy karecie i następuje eksplozja. Z ognia wytacza się — ponieważ pewne konwencje obowiązują nawet w tragedii — płonące koło.
* * *
I następna kartka, rysunek siedmioletniej dziewczynki. Cały w czerni. Panna Butts pociąga nosem. Nie chodzi o to, że dziewczę miało tylko jedną kredkę. Powszechnie wiadomo, że Quirmska Pensja dla Młodych Panien dysponuje dość kosztownymi kredkami we wszystkich kolorach.
* * *
A kiedy ostatni fragment dopala się z trzaskiem, jest tylko cisza.
I patrzący.
Który odwraca się i mówi do kogoś ukrytego w ciemności:
TAK MOGŁEM COŚ ZROBIĆ.
Po czym odjeżdża.
* * *
Panna Butts znowu przerzuciła kartki. Czuła się nieco rozkojarzona i nerwowa — uczucie wspólne wszystkim, którzy mieli do czynienia z tym dziewczęciem. Papier zwykle poprawiał jej humor. Był pewniejszy.
Potem nastąpiła sprawa tego… wypadku.
Panna Butts przekazywała już wcześniej tego typu złe wieści. To ryzyko, z jakim należy się liczyć, kiedy prowadzi się dużą szkołę z internatem. Rodzice wielu dziewcząt wyjeżdżali za granicę w tych czy innych interesach, a owe interesy często były takiego rodzaju, że szansie wysokich zysków towarzyszyła szansa spotkania z niesympatycznymi ludźmi.
Panna Butts wiedziała, jak załatwiać takie sprawy. Rozmowa była bolesna, ale biegła swoim torem. Następował szok i łzy, ale w końcu wszystko się kończyło. Ludzie potrafili sobie z tym radzić. Istniał rodzaj scenariusza, wbudowany w ludzki umysł. Życie płynęło dalej.
