
— Czy znowu… to robiłaś? — spytała. — Obiecałaś, że skończysz z tym niemądrym zachowaniem.
— Panno Butts…
— Znowu… znowu stawałaś się niewidzialna, tak?
Susan zarumieniła się. Podobnie, choć mniej różowo, zarumieniła się panna Butts. Przecież to niepoważne, myślała. To wbrew rozsądkowi. To… No nie…
Odwróciła głowę i zamknęła oczy.
— Tak, panno Butts? — odezwała się Susan na moment wcześniej, niż panna Butts zdążyła powiedzieć „Susan…”.
Panna Butts zadrżała. To kolejna sprawa, o której wspominały nauczycielki: czasami Susan odpowiadała na pytania, zanim ktoś zdążył je zadać.
Uspokoiła się z wysiłkiem.
— Nadal tam siedzisz, prawda?
— Oczywiście, panno Butts. Niepoważne…
To żadna niewidzialność, tłumaczyła sobie. Ona po prostu przestaje się rzucać w oczy. Ona… Kto…
Skupiła się. Napisała do siebie notatkę — właśnie na taką okazję. Karteczka była przypięta do teczki.
Przeczytała:
„Rozmawiasz z Susan Sto Helit. Nie zapominaj o tym.”
— Susan… — spróbowała.
— Tak, panno Butts?
Kiedy panna Butts się koncentrowała, widziała Susan siedzącą tuż przed nią. Z pewnym wysiłkiem słyszała jej głos. Musiała tylko zwalczyć uporczywą skłonność do wiary, że jest w gabinecie sama.
— Niestety, panna Cumber i panna Greggs skarżyły się na ciebie — oznajmiła.
— Zawsze jestem w klasie, panno Butts.
— Domyślam się, że jesteś. Panna Traitor i panna Stamp zapewniają, że widzą cię przez cały czas. — W pokoju nauczycielskim wybuchła nawet kłótnia z tego powodu. — To dlatego, że lubisz logikę i matematykę, a nie lubisz języków i historii?
