
Ale to przecież sny. Widywała też inne rzeczy. Na przykład nigdy nikomu nie wspomniała o dziwacznej kobiecie w sypialni, tej nocy, kiedy Rebeka Snęli włożyła pod poduszkę ząb, który jej wypadł. Susan patrzyła, jak kobieta wchodzi przez otwarte okno i staje przy łóżku. Przypominała trochę pasterkę i wcale nie budziła lęku, mimo że przechodziła przez meble. Zabrzęczała sakiewka. Rankiem ząb zniknął, a Rebeka była bogatsza o 50-pensową monetę.
Susan nie cierpiała takich historii. Wiedziała, że ludzie psychicznie niestabilni opowiadają dzieciom o Wróżce Zębuszce, ale to jeszcze nie powód, żeby istniała. Coś takiego sugerowało mętne rozumowanie. Nie lubiła mętnego rozumowania, które zresztą w reżimie panny Butts uważano za poważne wykroczenie.
Poza tym nie był to szczególnie okrutny reżim. Panna Eulalia Butts wraz ze swoją koleżanką, panną Delcross, oparły placówkę edukacyjną na zdumiewającym pomyśle, że skoro dziewczęta i tak nie mają nic do roboty, dopóki ktoś ich nie poślubi, równie dobrze mogą się zająć nauką.
Na Dysku działało mnóstwo szkół, ale prowadziły je albo rozmaite Kościoły, albo gildie. Panna Butts nie akceptowała Kościołów z przyczyn logicznych; ubolewała też, że wartość kształcenia dziewcząt uznają jedyne Gildie Złodziei i Szwaczek. Świat tymczasem jest wielki i niebezpieczny; każdemu dziewczęciu przyda się pod suknią dawka solidnej znajomości geometrii i astronomii. Panna Butts bowiem szczerze wierzyła, że nie istnieją zasadnicze różnice między chłopcami a dziewczętami.
Przynajmniej żadne godne wspomnienia.
A w każdym razie nie takie, o jakich wspomniałaby panna Butts.
Wierzyła zatem w zachęcanie powierzonych jej opiece dorastających dziewcząt do logicznego myślenia i zdrowej ciekawości. Działanie takie mądrość każe porównywać do polowania na aligatory w tekturowej łódce, w porze deszczów.
