Ludzkie istoty, które poznał — a poznał kilka — reagowały na niemożliwe rozmiary pomieszczeń w sposób niezwykły: po prostuje ignorowały.

Weźmy takiego Alberta. Otworzyły się wielkie drzwi, Albert przestąpił próg, ostrożnie balansując spodeczkiem i filiżanką…

…a po chwili był w głębi pokoju, na skraju stosunkowo małego kwadratu dywanu otaczającego biurko Śmierci. Śmierć przestał się zastanawiać, jak sługa pokonuje przestrzeń od drzwi do dywanu, kiedy przyszło mu do głowy, że dla Alberta nie ma tam żadnej przestrzeni…

— Przyniosłem herbatę rumiankową, panie — oznajmił Albert.

HM?

— Panie…

PRZEPRASZAM. ZAMYŚLIŁEM SIĘ. CO TAKIEGO POWIEDZIAŁEŚ?

— Herbata rumiankowa.

MYŚLAŁEM, ŻE TO RODZAJ MYDŁA.

— Można dodawać rumianku do mydła albo to herbaty, panie — wyjaśnił Albert. Był zmartwiony. Zawsze się martwił, kiedy Śmierć zaczynał rozmyślać o sprawach. W dodatku myślał o nich niewłaściwie.

BARDZO UŻYTECZNY OCZYSZCZA OD ŚRODKA I Z WIERZCHU. Śmierć wsparł brodę dłońmi i znów się zadumał.

— Panie… — odezwał się po chwili Albert. HM?

— Wystygnie, jeśli jej nie wypijesz. ALBERCIE…

— Tak, panie? ZASTANAWIAŁEM SIĘ…

— Tak?

O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI? TAK NAPRAWDĘ? KIEDY SIĘ PORZĄDNIE ZASTANOWIĆ?

— Och, tego… Trudno powiedzieć, panie.

NIE CHCIAŁEM TEGO ROBIĆ, ALBERCIE. WIESZ PRZECIEŻ. TERAZ ROZUMIEM, CO MIAŁA NA MYŚLI. NIE TYLKO Z TYMI KOLANAMI.

— Kto, panie? Odpowiedzi nie było.

Albert obejrzał się jeszcze, kiedy dotarł do drzwi. Śmierć znów wpatrywał się w przestrzeń. Nikt nie potrafił tak się wpatrywać jak on.


* * *

Nie być widzianą nie stanowiło problemu. Niepokój budziły raczej zjawiska, które wciąż widywała. To sny. To przecież sny, oczywiście. Susan znała nowoczesne teorie mówiące, że sny to tylko obrazy odrzucane przez mózg katalogujący wydarzenia dnia. Czułaby się jednak pewniej, gdyby wydarzenia dnia kiedykolwiek obejmowały latające białe konie, ogromne mroczne pokoje i dużo czaszek.



8 из 295