„Czas” to w Królestwie Światła jedynie słowo bez znaczenia, ale w świecie zewnętrznym jest już rok 2080.

CZĘŚĆ PIERWSZA

WSPINACZKA

1

Nieliczna grupka wędrowców z Królestwa Światła wybierała się na powierzchnię Ziemi. Wszystko zostało już przygotowane do tej największej, ostatniej ekspedycji. Obawiano się bowiem, że bez pomocy Ziemię czeka wyrok śmierci. Żądza zysku doprowadziła nawet do poważnych zmian klimatycznych na planecie, wszędzie panuje korupcja i mafie. Przeludnienie oraz pandemie, czyli epidemie ogarniające cały świat, stały się ogromnym problemem, chociaż można by sądzić, że jedno wyeliminuje drugie: potężne epidemie zmniejszą zaludnienie, a przy mniejszym zaludnieniu epidemie nie będą się tak bardzo rozprzestrzeniać. Nikt jednak nie odnosił się do tego aż tak cynicznie. Kolejne nieustanne zagrożenie to lekkomyślność w odniesieniu do energii atomowej, w dodatku do Ziemi zbliżają się wielkie roje meteorytów i grozi jej wiele innych katastrof.

Nic z tych rzeczy nie znalazło się, rzecz jasna, w programie „zbawców świata”, oni mieli się koncentrować na oczyszczeniu ponurych i pozbawionych litości charakterów ludzi. A że szeptem powtarzano sobie, iż Marco, Móri i Dolg mają jeszcze znacznie większe zadania do spełnienia, to już całkiem inna sprawa. Najpierw serca ludzi!

Zresztą już samo to nie należało do najłatwiejszych. Jak bowiem rozpylić niezwykłą substancję Madragów nad tak ogromnym terytorium, i to w taki sposób, by każdy człowiek, absolutnie każdy, wchłonął przynajmniej kilka kropli? Jak dotrzeć do każdej jednostki na wszystkich kontynentach?

To był od dawna wielki problem Madragów. Teraz zdawało się, że został rozwiązany. Być może.


Dwaj Obcy, Faron i Erion, patrzyli, jak uzbrojeni po zęby wysłannicy Królestwa Światła, pełni zapału, w nastroju krucjaty wstępowali na pokłady gondoli, które miały ich przewieźć do bazy startowej.



2 из 157