– Tak patrzę na Joriego i Sassę – powiedział Erion w zamyśleniu. – Czy oni nie są za młodzi na tę wyprawę?

– Jori jest w wieku pozostałych – odparł Faron. – Sprawia wrażenie niedojrzałego, ale to nieprawda. A Sassę też trzeba już uważać za osobę dorosłą. Znakomicie radziła sobie w Górach Czarnych, jest więc zaprawiona w bojach. Zresztą daliśmy im najłatwiejsze zadanie. Powierzyliśmy im odpowiedzialność za stosunkowo spokojne części Ameryki Południowej: Urugwaj, Chile i Argentynę aż do Ziemi Ognistej. Dotychczas nie było tam żadnych problemów.

Umilkli obaj. Byli niewiarygodnie przystojni i pociągający na swój osobliwy sposób, jak to Obcy, stali jeszcze długo i patrzyli, jak ostatni uczestnicy wyprawy wchodzą na pokład.

W końcu Erion powiedział:

– Ktoś musi się przecież podjąć innych obowiązków.

– To się samo ułoży – uciął Faron. – To akurat ostatnia sprawa. – Po chwili westchnął. – Bardzo mi się nie podoba, że musiałem ich zostawić własnemu losowi na powierzchni Ziemi. Powinienem być z nimi, martwię się o wszystkich.

Erion spojrzał na niego spod oka.

– A zwłaszcza o kogoś jednego?

Faron zbył tę uwagę.

– Nie mogliśmy się jednak tam wyprawić, żaden z nas. Jesteśmy zbyt egzotyczni, zbyt się różnimy…

– No właśnie, ale na szczęście, w razie czego, mamy z nimi kontakt radiowy.

– Dobre i to – powiedział Faron głucho.

Żaden z nich nie wiedział, że miejsce, do którego właśnie wysłali Sassę i Joriego, najbardziej ze wszystkiego przypomina gniazdo os.


W bazie startowej grupa musiała się rozdzielić. Uczestnicy w mniejszych zespołach udawali się w różnych kierunkach, lecieli więc w różnych rakietach, prowadzonych przez Strażników. Wszyscy siedzieli w milczeniu, spięci, czuli, jak pędzące rakiety wbijają ich w fotele, gdy ze świstem mknęły w stronę ziemskiej skorupy. Każde z nich pragnęło w duchu pozostać razem z innymi, jak zawsze, teraz zostali samotni, nagle opuszczeni, pozostawieni własnemu losowi i przerażeni tym, co ich czeka u kresu podróży. Wszyscy wbili sobie dobrze do głów wszelkie instrukcje, ale przecież wiele może się zmienić albo pójść nie tak jak trzeba.



3 из 157