Tak strasznie mało wiedzieli.

Kiedy jednak już znaleźli się w rejonach, gdzie mieli pracować, wszyscy doznali tego samego uczucia. Ogromnie zdumieni wydali niemal jednobrzmiący okrzyk:

– Jak mało zniszczony jest ten świat! Oczekiwaliśmy raczej wyschłej, martwej ziemi i cywilizacji w ruinie!

Strażnicy przyjmowali to z uśmiechem:

– Oglądaliście za dużo filmów science fiction w rodzaju „Mad Max” i temu podobnych. Musicie też pamiętać, że lądujemy w stosunkowo rzadko zaludnionych miejscach, gdzie naturę przeważnie pozostawiono w spokoju. Przeważnie… bo dostrzegamy jedynie powierzchnię zjawisk i lepiej nie wiedzieć, jak jest naprawdę. W innych rejonach zniszczenia są znacznie większe. No cóż, pozostaje nam życzyć wam powodzenia!

W chwilę później wysłannicy zostali sami w obcym świecie.

Tych, którzy nigdy nie byli na powierzchni, zdumiewało wszystko. Błękitne niebo. Wiatr. Wegetacja. Księżyc i gwiazdy, kiedy nastała noc. Mróz w jednych okolicach, upały w innych.

Piękno.

Nie przypuszczali, że świat zewnętrzny ma do zaoferowania tyle niewiarygodnej urody. Były widoki wywołujące w patrzących ból, jakiś niewytłumaczalny smutek. Jakby planeta już teraz została pozbawiona łudzi i zwierząt, pusta i wymarła krążyła w gwiezdnej przestrzeni, choć to już nikomu na nic się nie zda.

Wiedzieli jednak, że przynajmniej ludzi można jeszcze na Ziemi spotkać, i to całkiem sporo. Ludzi dobrych i ludzi złych. To właśnie złymi polecono im się zająć. Przemienić ich w wartościowe jednostki.

Nie jest to łatwe zadanie, o, nie!

Jori i Sassa zostali wysadzeni nad fantastycznie pięknym niedużym jeziorkiem w Andach, na terenie Argentyny, w tak zwanej Srebrnej Krainie. Przez chwilę stali oboje bez słowa i podziwiali nowy dla siebie widok.



4 из 157