
Ale w tym ziemskim raju brakowało harmonii. Harmonii ducha.
Altea ponad wszystko tęskniła, żeby stąd wyjść. Niestety, za murami rozciąga się spalona słońcem pustynia, martwa ziemia, gdzie mogą przeżyć jedynie kaktusy i jaszczurki. Z tyłu za hacjendą wznoszą się potężne góry, Andy, z kopalniami soli oraz kaktusowymi lasami w dolinach i pośród skał, a wysoko ponad wymarłym krajobrazem i pokrytymi śniegiem szczytami wciąż krzyczą kondory.
Za bramą natomiast leży ta straszna pustynia ciągnąca się aż do Oceanu Spokojnego. Świadomość, że na wybrzeżu oceanu, nie tak znowu daleko stąd, znajduje się wielkie miasto, nie dawała dziewczynie spokoju, wabiła i przyciągała.
Nigdy jednak biedna Altea tam nie bywała.
Była podwójnie związana z tą ogromną, pełną przepychu posiadłością.
Mimo woli wyciągnęła rękę, by sprawdzić, czy lekarstwa są w zasięgu wzroku.
Serce Altei nie funkcjonuje jak trzeba. Urodziła się jako blue baby, z otworem w ściance między komorami serca, a kolejne ciężkie operacje nie przyniosły poprawy. Chociaż bowiem jej rodzice powierzali ją opiece najlepszych na świecie lekarzy, to po prostu w tych czasach nie było już prawdziwych, „najlepszych na świecie” fachowców.
Postarali się o to ludzie pokroju jej ojczyma.
Ale nie, Altea nie była aż tak obłożnie chora, by nie mogła pędzić jako tako normalnego życia, musiała tylko unikać większych wysiłków, a zwłaszcza głębokich przeżyć i szoków.
Tu przecież nic takiego jej nie groziło, tu nie było żadnych niebezpieczeństw, bo tutaj po prostu nic się nie działo!
Jak, na miłość boską, jej matka mogła wyjść za mąż za Jacka Lomana?
