
– Nie mogę pani tak zostawić – zaczął. Podniosła rękę do góry, żeby go uciszyć.
– A mógł mnie pan zostawić w więzieniu? Niech pan już idzie i nie zapomni zamknąć drzwi. Na zawsze.
Rozmawiali dosyć głośno, ale mimo to powoli zaczęło docierać do ich świadomości, że coś się dzieje na korytarzu. Daniel wyjrzał na zewnątrz, a następnie cofnął się. Chciał przekręcić klucz w zamku, ale już było za późno. Do pokoju wtargnęli dziennikarze. Wdzierali się po trzech naraz. Zaczęły błyskać flesze.
– Pani Anderson, co się z panią działo?
– Dlaczego policja nie wznowiła śledztwa?
– Jak pani myśli, dlaczego wrobiono panią w tę sprawę? Nawet gdyby chciała odpowiedzieć, to w tym jazgocie i tak nikt by jej nie usłyszał. Krzyknęła, żeby dali jej spokój, co nie zrobiło na dziennikarzach większego wrażenia. W końcu, doprowadzona do ostateczności, wybiegła na zewnątrz. Nikt nie przypuszczał, że to zrobi. Dziennikarze chcieli biec za nią, ale pierwsza czwórka utknęła w drzwiach. Zaczęli się kłócić, a w końcu silniejsi przedarli się do wyjścia.
Megan zniknęła. Daniel zastanawiał się, co robić. Chciał jej szukać, ale gdyby ktoś go rozpoznał, naraziłoby to ich dwoje na jeszcze większe nieprzyjemności.
Przez chwilę siedział na tapczanie, rozważając, co powinien zrobić w tej sytuacji. Wkrótce ucichły głosy dziennikarzy w ogrodzie i na ulicy. Daniel wiedział, że szukanie Megan w pobliżu nie ma sensu, ponieważ zrobili to już żurnaliści. Wyszedł z mieszkania, wsiadł do samochodu i zaczął systematycznie przeczesywać kolejne ulice. Na próżno.
Ponownie zjawił się przed domem Megan, żeby sprawdzić, czy nie wróciła, ale natknął się tu na dziennikarskie czujki. Zaklął więc i ponownie wsiadł do wozu. Myśl o tym, że ta biedna dziewczyna wybiegła na deszcz w cienkiej piżamie i bez butów, napełniła go niewysłowionym żalem.
ROZDZIAŁ DRUGI
