
– Czy ma pani coś do powiedzenia? – sędzia ponowił pytanie.
Megan Anderson postąpiła krok do przodu i w obawie, że zaraz upadnie, chwyciła barierkę. W sali sądowej zapanowała absolutna cisza.
– Tylko jedno – jej głos zadźwięczał niczym ton dzwonu. – To samo, co już mówiłam i co będę powtarzać aż do śmierci: Jestem niewinna! A co do tych, z których powodu znalazłam się w więzieniu, niech Bóg im wybaczy, ponieważ ja – zawiesiła na moment głos – nie mam najmniejszego zamiaru!
Po napiętej twarzy inspektora Kellera przebiegł nagły skurcz. Obrócił głowę w kierunku dziewczyny, jakby przyciągała go jakaś niezwykła siła. Nikt nie wątpił, że te słowa były skierowane do niego. Megan Anderson patrzyła na inspektora z nienawiścią. Przez salę przebiegł szmer. Jeśli ta kobieta nie była morderczynią, z pewnością mogła nią zostać.
Nawet sędzia wydawał się zgorszony takim zachowaniem. Wkrótce jednak doszedł do siebie i zwrócił się bezpośrednio do oskarżonej.
– Wcale sobie pani w ten sposób nie pomoże – stwierdził. – W toku rozprawy uznano panią za winną. Sędziowie przysięgli nie mieli żadnych wątpliwości. Dlatego muszę ogłosić, że sąd skazał panią na dożywocie.
Twarz inspektora, który wyraźnie się rozluźnił mimo złowieszczego spojrzenia Megan, znowu zastygła w zawodowym grymasie. Mógł mieć najwyżej około trzydziestu lat, ale w tej chwili wyglądał staro.
W godzinę później Megan znalazła się w furgonetce więziennej z zakratowanymi oknami. Natomiast inspektor, który zamknął się w swoim mieszkaniu, zabrał się do otwierania butelki whisky. Chciał znaleźć zapomnienie w alkoholu.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
– Naprawdę miała pani dużo szczęścia – stwierdziła pilnująca ją policjantka.
Megan spojrzała na nią z pogardą.
– Szczęścia? Zamknięto mnie za zbrodnię, której nie popełniłam, a po trzech latach sąd uznał, że to była pomyłka! I pani uważa, że mam szczęście?!
