
– Tak, słucham? – To był znany, gderliwy głos matki Briana.
Megan poczuła, że ziemia usuwa jej się spod nóg.
– Chciałabym mówić z Tommym – powiedziała słabym głosem. W słuchawce coś zachrypiało i zarzęziło. Pani Anderson musiała widocznie odkaszlnąć.
– Mówiłam ci, że to niemożliwe – powiedziała chłodno. – Nie dzwoń już więcej, Megan.
– Będę dzwonić tyle razy, ile zechcę – odparła zaczepnym tonem. Znowu poczuła się zdolna do walki. – Tommy jest przecież moim synem.
– – Robimy to tylko w jego interesie, więc przestań nas prześladować.
Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale była teściowa przerwała połączenie. Megan nigdy nie lubiła tej kobiety. Miała wrażenie, że jest jeszcze bardziej obłudna niż jej syn. Trzasnęła słuchawką o widełki i zacisnęła pięści. W tej sytuacji niewiele mogła zrobić.
– Hej, co się stało? – usłyszała za sobą głos Kellera. Nawet nie zauważyła, kiedy i skąd tu przyszedł.
Odskoczyła w bok, ale omal nie upadła. Na szczęście Keller zdołał ją złapać. Odsunęła się od niego z wyraźnym wstrętem.
– To nic nie pomoże – stwierdził, chociaż sam nie bardzo wiedział, o co mu chodzi. – Rozmawiała pani z mężem?
– Z jego matką – odparła. – Nie chcą mi pozwolić na kontakty z Tommym.
Keller wskazał drzwi do kuchni.
– Świetnie, że lepiej się pani czuje – powiedział. – Chodźmy, zaraz zrobię herbatę.
Poszła za nim.
– Niewiele pamiętam z tego, co się stało. Trafiłam chyba do parku, prawda?
– Tak, właśnie tam panią znalazłem. Niestety, nie mogłem zabrać pani ubrań z mieszkania, ponieważ ciągle kręcą się tam jacyś dziennikarze. Zdaje się, że wyznaczają sobie dyżury.
Megan machnęła ręką.
– Nie ma tam nic cennego. Tylko rzeczy, które dają, kiedy się wychodzi z więzienia. – Spojrzała na szlafrok i wystającą spod niego górę męskiej piżamy. – Gdzie moja piżama? – spytała.
