
– Oddałem ją do pralni – odparł. – Jeszcze jej nie odesłali.
– Po co ten kłopot? – spytała, wskazując automatyczną pralkę. – Trzeba było ją wrzucić razem z innymi rzeczami.
Daniel starał się ukryć zażenowanie. Coś spowodowało, że nie mógł uprać piżamy Megan z własną bielizną. Sam nie wiedział, dlaczego.
– Bałem się, że naprawdę się pani rozchoruje – szybko zmienił temat. – Poprosiłem znajomą lekarkę, żeby się panią zajęła.
Podał jej kubek z gorącą herbatą, a ona przyjęła to z wdzięcznością. Sytuacja przypominała niemal sielankę. Siedzieli przy stole jak para starych przyjaciół i pili herbatę.
– Dziękuję za to, że się pan mną zajął, ale teraz poradzę sobie sama. Po śniadaniu zadzwonię do mojej prawniczki. Na pewno mi pomoże.
– Wolałbym sam pani pomóc.
– Chcę się wyprowadzić.
– Nie dzisiaj. Chciałbym z panią jeszcze porozmawiać – poprosił, wpatrując się w nią intensywnie.
Megan uśmiechnęła się. Nie zrobiło to na niej wielkiego wrażenia.
– Miał pan ku temu sporo okazji – powiedziała z ironią.
Keller zmarszczył brwi. Teraz on wyglądał na zmęczonego i niespokojnego. – Przeglądałem na wideo nasze…
– zawahał się – rozmowy sprzed trzech lat. Parę rzeczy wzbudziło mój niepokój. Chciałbym do tego wrócić.
Megan wydęła kpiąco wargi.
– Naprawdę? Tylko parę? Porozmawiamy, a potem będzie pan mógł spać spokojnie.
Chciał zaprotestować, ale wyciągnęła rękę. W jej oczach błysnęły płomienie.
– Mnie też zaniepokoiło „parę rzeczy” w czasie tego śledztwa – powiedziała. – Przede wszystkim to, że świadomie chciał mnie pan wrobić w to morderstwo.
– Chodzi mi o prawdę! – krzyknął, tracąc cierpliwość.
– Wtedy też chodziło panu o prawdę? – spytała.
– Ależ, Megan, zapewniam panią, że nie zataiłem tego raportu.
Dziewczyna spojrzała na niego z niechęcią.
– Mógłby pan wymyślić coś lepszego – powiedziała.
– To się robi nudne i monotonne.
