
– Wiem – mruknął Daniel. – Już dawno chciał się pan mnie pozbyć.
Nadinspektor wypuścił powietrze z ust ze świstem, którego nie powstydziłby się średniej wielkości parowóz.
– Nie lubię wolnych strzelców, Keller. Policja to przede wszystkim zespół. Poza tym nie lubię również, kiedy moi oficerowie coś ukrywają, a potem dają się złapać. To nieudolność! Z pańskiego powodu ta morderczyni wyszła na wolność.
Keller patrzył uważnie na przełożonego. Wiedział, że chodzi mu wyłącznie o awans. Wszyscy musieli skupić się na pracy, żeby on miał czym się chwalić.
– Kto powiedział, że popełniła to morderstwo? Przecież sąd apelacyjny oczyścił ją z zarzutów.
– Zwolnił ją z odbywania kary, i to tylko z powodu pańskiej nieudolności – powtórzył z furią Masters.
Miał ochotę walnąć pięścią w stół. Złościło go nie tylko to, co się stało, ale również zachowanie Kellera. Zamiast położyć uszy po sobie, inspektor zachowywał się bezczelnie. Próbował nawet kwestionować jego decyzje. Co więcej, wyglądał na rozluźnionego i wręcz zadowolonego. Nadinspektor nie mógł i nie chciał tolerować takiego zachowania.
– Niech pan spojrzy na te tytuły – burknął, popychając plik gazet na skraj biurka.
Nagłówki krzyczały: „Niespodziewane uniewinnienie – policja zataiła fakty!”, „Nowy świadek, nowe okoliczności!”, „Źle się dzieje w policji!” Daniel znał je wszystkie, udawał jednak, że czyta, żeby nie drażnić szefa jeszcze bardziej.
– Oskarżają nas o niekompetencję albo korupcje – powiedział Masters. – Nie mogę tolerować ani jednego, ani drugiego. Pańscy koledzy twierdzą, że przeżywał pan wtedy jakieś kłopoty osobiste, ale nie widzę powodów, dla których miałoby to pana usprawiedliwić.
Daniel drgnął. Kpiarski uśmiech, który błąkał się na jego wargach, zastąpił gorzki grymas.
– Moje kłopoty to moja sprawa – odparł niegrzecznie. – Nie powinny wpływać na to, jak się mnie ocenia.
