Nie był pewien jak to wypadnie. Widywał powierzchnią swoje i planety z punktów widokowych w Mieście. Był nawet przez parę chwil na zewnątrz ale ściany, bezpieczeństwo, były zawsze na wyciągnięcie ręki.

Teraz nie będzie nawet złudnych ścian mroku.

Ponieważ nie mógł okazać przed Kosmitami słabości — niech go diabli, jeśli okaże — znieruchomiał w sieci, chroniącej go przed skutkami zwalniania, zamknął oczy i uparcie walczył z paniką.

2. Spotkanie z przyjacielem

Baley przegrywał walkę. Nie wystarczały już argumenty rozsądku Mówił sobie wciąż od nowa: Ludzie spędzają całe życie pod otwartym niebem. Nasi przodkowie żyli tak w przeszłości. Dziś żyją tak Kosmici. Brak ścian nie stwarza żadnego zagrożenia. To tylko moja świadomość błądzi, podpowiadając mi co innego.

Wszystko to jednak nie pomagało. Coś w nim, coś innego niż rozsądek, żądało ścian i było przeciw otwartej przestrzeni.

Z czasem doszedł do wniosku, że nie może wygrać. W końcu załamie się, a Kosmita, którego przyślą (w rękawiczkach i z filtrami w nosie), nie będzie nim nawet gardził, bidzie czuł jedynie niesmak.

Trzymał się więc.

Gdy statek stanął w bezruchu, siatka bezpieczeństwa odpięła się automatycznie a system hydrauliczny usunął się w ścianę, Baley pozostał w fotelu, Bał się, ale nie zamierzał tego okazać.

Na odgłos otwierania drzwi odwrócił się. Kątem oka zauważył w drzwiach wysoką ciemnowłosą postać. Kosmita, jeden z tych pyszałkowatych potomków Ziemi, którzy pogardzili własnym dziedzictwem.

— Partnerze Eliaszu! — przemówił Kosmita.

Baley drgnął i obrócił głowę do mówiącego. Oczy rozszerzyły mu się ze zdumienia i mimo woli wstał.

Patrzył na tą twarz o szerokich kościach policzkowych i doskonale regularnych rysach, w patrzące mu prosto w oczy, spokojne, błękitne oczy tamtego.



11 из 176