Ale Myron miał na to kontrargumenty. Mógł powołać się na kultywowaną w większości kultur tradycję zamieszkiwania dzieci pod jednym dachem z rodzicami i dziadkami i postawić tezę, iż w dobie rozpadu więzi rodzinnych taka filozofia pomogłaby ludziom zakorzenić się, a tym samym przyczynić do rozkwitu społeczeństwa. Gdyby takie rozumowanie kogoś nie przekonało, mógł dostarczyć innych. Miał ich milion.

Ale prawda była znacznie prostsza; lubił przebywać z mamą i tatą w domku na przedmieściach, nawet jeśli przyznanie się do takiej słabości było równie modne, jak słuchanie ośmiościeżkowych nagrań Air Supply.

– Co się dzieje? – spytał.

– Ojciec nie wie, że przyjechałeś. Spodziewa się ciebie za godzinę.

Zaskoczony Myron skinął głową.

– A co on robi w piwnicy?

– Kupił sobie komputer. I tam się nim bawi.

– Tata?

– Sam widzisz. Z człowieka, który bez instrukcji nie potrafi wkręcić żarówki, zamienia się raptem w Billa Gatesa. Cały czas siedzi w interesie.

– W Internecie, mamo.

– W czym?

– To się nazywa Internet.

– Myślałam, że interes. Kupno, sprzedaż, te rzeczy.

– Nie, Internet. Inaczej sieć.

Ellen Bolitar strzeliła palcami.

– O właśnie! Tak czy siak twój ojciec siedzi tam na okrągło i zakłada sieć czy co tam. Rozmawia z różnymi ludźmi. Tak twierdzi. Z zupełnie nieznanymi. Jak kiedyś przez krótkofalówkę, pamiętasz?

Myron pamiętał. Połowa lat siedemdziesiątych. Żydowscy tatusiowie z przedmieść ostrzegali się w drodze do delikatesów przed drogówką. Kawalkada cadillaców seville. „Przyjąłem, dzięki, kolego!”.

– To nie wszystko – ciągnęła. – Pisze pamiętniki. Człowiek, który bez pomocy podręcznika do stylistyki nie robi listy zakupów w spożywczym, raptem spisuje memuary jak jakiś wiceprezydent.

Sprzedawali dom. Myron wciąż nie mógł w to uwierzyć. Błądząc spojrzeniem po znanym na pamięć otoczeniu, zatrzymał wzrok na fotografiach biegnących wzdłuż schodów.



3 из 235