
– Źle z nim? – spytał.
– Tego nie powiedziałam.
– I to mówi prawniczka? – Myron pokręcił głową.
– Daję zły przykład?
– Nic dziwnego, że przy takiej matce nie wyrosłem na polityka.
Splotła ręce na kolanach.
– Musimy porozmawiać – powiedziała tonem, który mu się nie spodobał. – Ale nie tutaj – dodała. – Przejdźmy się.
Skinął głową. Wstali, ale nim dotarli do drzwi, odezwała się jego komórka. Wydobył ją z szybkością, która zadziwiłaby szeryfa Wyatta Earpa. Odchrząknął i przyłożył słuchawką do ucha.
– RepSport MB – odezwał się gładkim zawodowym tonem. – Myron Bolitar, słucham.
– Przez telefon masz miły głos – powiedziała Esperanza. – Jak Billy Dee chowający dwa kolty czterdziestkipiątki.
Esperanza Diaz była jego długoletnią sekretarką, a obecnie partnerką w agencji sportowej RepSport MB (wiernym czytelnikom przypominam: M to Myron, B to Bolitar).
– Liczyłem na telefon od Lamara.
– Jeszcze nie zadzwonił?
– Nie.
Myron był niemal pewien, że zmarszczyła brwi.
