Cullis wyglądał nieszczęśliwie. Jedną ręką odganiał pył.

— To nie mgła, a tamto to nie był piorun, prawda?

— Prawda! — krzyknął młody, już zbiegając ze schodów.

Jego kompan odkaszlnął i zataczając się, podążył za nim.

Na podwórcu wybuchł pocisk. Młody człowiek wskoczył do półgąsienicówki i usiłował ją uruchomić. Pocisk zmiótł dach z królewskich apartamentów. Na dziedziniec poleciał grad dachówek i kafelków.

Roztrzaskiwały się o bruk w pyle pojedynczych eksplozji. Osłonił głowę ręką i zaczął szukać hełmu pod fotelem dla pasażera. Od maski silnika odbił się spory kawałek muru; wgniótł blachę i pozostawił po sobie chmurę pyłu.

— Chooolllera! — Młody mężczyzna znalazł wreszcie hełm i wciskał go na głowę.

— Zakichane sukin…! — wrzasnął Cullis. Potknął się tuż przed półgąsienicówką i upadł w pył. Zaklął, podciągnął się na maskę pojazdu.

Dwa kolejne pociski orały pomieszczenia z lewej strony.

Chmury pyłu po bombardowaniu płynęły wokół ścian pałacu.

Światło słoneczne olbrzymim klinem przedzierało się przez chaos na dziedzińcu; cienie kontrastowały z jasnością.

— Naprawdę myślałem, że zaatakują budynek parlamentu — powiedział Cullis łagodnie, spoglądając na płonący dalej pod murem wrak ciężarówki.

— Ale nie zaatakowali! — Młody mężczyzna wrzeszczał i walił w rozrusznik.

— Miałeś rację. — Cullis westchnął. Patrzył zaintrygowany. — O cośmy się zakładali?

— Wszystko jedno! — odwrzasnął młody. Kopnął coś pod tablicą rozdzielczą i silnik zaskoczył.

Cullis strząsał z włosów kawałki dachówki. Jego towarzysz zapinał na głowie hełm i podawał mu drugi. Wziął go z ulgą, zaczął wachlować nim twarz. Jakby dla dodania sobie odwagi poklepywał się po piersiach w okolicy serca.



10 из 375