Wyciągnął potem rękę i z niedowierzaniem spojrzał na swą dłoń pokrytą ciepłymi plamami czerwonej cieczy.

Silnik zamilkł. Cullis słyszał, jak jego towarzysz wywrzaskuje obelgi i wali w starter. Maszyna zakasłała i prychnęła w towarzystwie świstu pocisków, które wybuchały daleko, w tumanach kurzu.

Półgąsienicówka drgnęła. Cullis spojrzał na siedzenie fotela — było czerwone.

— Sanitariusz! — wrzasnął.

— Co?

— Sanitariusz! — wrzeszczał Cullis, przekrzykując kolejną eksplozję. Wyciągnął przed siebie dłoń w czerwonych plamach. — Zakalwe! Trafili mnie! — Zdrowe oko miał rozszerzone z przerażenia, ręka mu drżała.

Młody mężczyzna spojrzał na niego z irytacją i odtrącił wyciągniętą dłoń.

— To wino, idioto! — Pochylił się szybko, zza pazuchy munduru Cullisa wyjął butelkę i rzucił mu na kolana.

Cullis spojrzał zdziwiony.

— O, nieźle — powiedział. Zerknął pod marynarkę i ostrożnie wydostał stamtąd kilka kawałków potłuczonego szkła. — Dziwiłem się, że nagle zaczęła tak dobrze pasować.

Silnik nagle zaskoczył, zawył, jakby wściekły na drżący grunt i wirujący pył. Ponad murem dziedzińca przelatywały kawałki rozbitych rzeźb i brunatne fontanny ziemi, obryzgując wszystko dokoła.

Młodzian mocował się z dźwignią zmiany biegów. Obaj pasażerowie omal nie wypadli, gdy półgąsienicówka gwałtownie ruszyła do przodu przez podwórzec, na pylistą drogę. Sekundę później duża część wielkiej sali zapadła się, trafiona kilkunastoma ciężkimi pociskami artyleryjskimi. Runęła na dziedziniec, wypełniając go połupanym drewnem, odłamkami muru i nowymi kłębami pyłu.

Cullis drapał się po głowie i mamrotał coś do hełmu, w który właśnie zwymiotował.



11 из 375