
— Witam panią. Witajcie dzieci — powiedział.
— Dzień dobry profesorze.
Chóralna odpowiedź była dokładnie taka jak powinna. Uśmiechnął się. Przemówiła nauczycielka. Znali się już wcześniej. Wiedział, że nazywa się Yoko Pawłowska. Z jej bratem astronomem chodził do jednej klasy.
— Drogie dzieci oto światowej sławy profesor Janusz Seleźniecki. Pan profesor jest archeologiem badającym to i wiele innych miast naszych przodków i zgodził się poświęcić nieco swojego cennego czasu i opowiedzieć nam to i owo.
Popatrzył na nich. Trzynaście, może czternaście lat. Ciemne proste włosy i skośne oczy. Ubrani byli w większości normalnie, tylko grupka tradycjonalistów założyła kimona lub kontusze z pasami. Przypomniał sobie aktualnie przerabiany program szkół wstępnych. Miał ochotę na początek powiedzieć coś od siebie, ale poczuł ogarniające go zażenowanie i dlatego zaczął bez wstępów.
— To na czym obecnie siedzicie to warstwa zerodowanego betonu. Zapewne w ramach lekcji geografii zwiedzaliście góry, które przeszły proces krasowienia?
Kiwnęli poważnie głowami.
— To samo niemal zjawisko zachodzi tutaj. Pozostałości starego betonu wystawione na działanie deszczu i wiatru stopniowo rozpuszczają się. Oczywiście warstwa węglanów, siarczanów i innych związków wapnia jest tu zbyt cienka aby zjawiska te mogły rozwinąć się w naprawdę poważny sposób, ale tam w dolinie — machnął ręką na pobliską niemal zupełnie płaską powierzchnię — Tam są znacznie bardziej czytelne. Powstały tam nawet niewielkie jaskinie.
Jakaś dziewczynka podniosła palce do góry.
— Mam pytanie, można?
— Proszę. Jestem tu po to żeby odpowiedzieć na wszystkie wasze pytania.
— Dlaczego powiedział pan panie profesorze że tam jest dolina.
— Znajdujemy się teraz w najwyższym punkcie starego miasta. Pierwotnie znajdowała się w tamtym kierunku dolina Wisły. Obecnie rzeka ta toczy wody dwadzieścia kilometrów stąd w kierunku wschodnim. Wodę musimy dowozić cysterną, ta pustynia jest doskonale sucha. Warstwa na której stoimy ma w tym miejscu od dwu do sześciu metrów grubości. Tam — ponownie machnął ręką — ma przeszło dwadzieścia.
