
— Jakie są plany na przyszłość? — jeden z uczniów wykonał ręką półokrągły gest dla podkreślenia, że pyta o dalsze wykopaliska.
— W przyszłym roku zdejmiemy warstwę betonu z czterdziestu hektarów tego terenu. Częściowo zrekonstruujemy zabudowę i urządzimy tu wielkie muzeum na wolnym powietrzu. Podobno w okresie przed wielkim załamaniem były bardzo popularne. Zobaczymy czy nadal coś z mentalności naszych przodków nam zostało.
Odprowadził dzieci i nauczycielkę do poduszkowca. Podczas gdy uczniowie sadowili się w środku Yoko została na chwilę.
— Dziękuję za interesujący wykład — powiedziała.
— To drobiazg.
— Mam dla pana zaproszenie. Mój czcigodny brat prosił abym przekazała panu, że z przyjemnością będzie gościł pana z okazji święta w dzień przesilenia letniego.
Brwi profesora uniosły się lekko w zdziwieniu.
— Przyjdę. O której godzinie?
— O zachodzie słońca. Tak jak każe tradycja. Tu jest adres — podała mu sztywną wizytówkę
Pocałował ją w rękę na pożegnanie i patrzył jak znika w brzuchu maszyny. Dolny rąbek jej kimona pokrył się cementowym pyłem w trakcie tej wycieczki. Tak jak on miał nim powalane nogi do kolan. Z westchnieniem ulgi zdjął z pleców miecz.
XMaź w tężała powoli. Była obecnie gęsta jak serek homogenizowany. Dwie dłonie wystrzeliły z breji i wczepiły w dwa specjalne uchwyty przyspawane do ścian sarkofagu. Nie wszystkie palce zdołały zgiąć się do końca, ale te które to uczyniły zapewniły leżącemu wystarczająco dobry zaczep. Ciecz zadrżała i powoli wynurzyło się z niej, pokryte szarym śluzem, ciało. Oddech stał się szybszy i bardziej rzężący. Nogi wykonały kilka nieskoordynowanych ruchów, pogłębiając wrażenie agonii.
XIW wykopie trwała gorączkowa praca, ale na dobrą sprawę wszystkie jego polecenia były już wykonane. Obejrzał kilka planów. Uśmiechnął się lekko. Z politowaniem. Wdrapał się na pobliski pagórek i dał znak ręką. Odsunęli się. Wykonał zdjęcie.
