— Jestem Nodar Tuszuraszwili.

Jego imię i nazwisko dodało mu w jakiś sposób sił. Żył istniał, wiedział jak się nazywa. Z wysiłkiem odczepił rurki wbite końcówkami w jego uda i bicepsy. Rany zapiekły w kontakcie ze śluzem. Ostrożnie przerzucił ciągle jeszcze sztywne nogi nad krawędzią sarkofagu. Upadł ze zdławionym jękiem na betonową posadzkę obok. Teraz bolała go każda komórka ciała. Czuł jak gęsta krew z trudem toruje sobie drogę w jego żyłach. Ponownie zakaszlał. Wypluł coś na dłoń. Jakiś taki nieduży gnijący ochłap.

— Cholera jak przy suchotach — wymamrotał.

Słyszał. Wprawdzie dźwięki docierały do niego jak przez watę, ale słyszał. Macał dłonią wokoło aż zatrzymała się na znajomym kształcie. Podczołgał się w tamtą stronę i przytulił do piersi kubełek. Zerwał wieczko i wypił połowę zawartości. Woda przesiąkła nieco smakiem plastyku, ale nie sądził by mogła być trująca. A w każdym razie nie bardzo. Przesunął dłonią po ciele. Wydawało mu się że dotyka powierzchni skórzanej teczki, ale to była niewątpliwie jego skóra. Przemył oczy wodą, ale to nic nie pomogło.

— Awaryjny włącznik — przypomniał sobie.

Z wdzięcznością pomyślał o starym druhu Zurikielu Goczołkowidze. A przecież wściekał się, że trening nie ma żadnego sensu. A jednak przydał się. Powtarzał te wszystkie czynności setki razy i teraz mógł je wykonywać niemal automatycznie, mimo potwornego osłabienia i paraliżującego ciało zesztywnienia mięśni. Przekręcił przełącznik. Coś się nie zgadzało. Powinno zapłonąć jasne światło silnego halogenowego reflektora a tymczasem ledwo się zajarzyło. Gdzieś poza polem jego widzenia rozległ się charakterystyczny dźwięk i szum wentylatora. Ruszył komputer. Wypił jeszcze trochę wody. Spróbował zgiąć delikatnie nogę. Nic to nie dawało ale po kolejnej próbie poczuł, że drgnęła.



28 из 205