
— Posłuchaj, Hari — powiedział, unosząc gwałtownie lewą rękę — z jakiegoś powodu, którego nie potrafię pojąć, masz bardzo dobre zdanie o Demerzelu. W przeciwieństwie do mnie. Nikt, kogo opinię szanuję — nikt oprócz ciebie — nie wyraża się o nim pochlebnie. Nie obchodzi mnie, co się z nim stanie, skoro jednak wiem, że ciebie to obchodzi, nie mam wyboru i muszę ci na to zwrócić uwagę.
Seldon uśmiechnął się nie tylko z powodu tak poważnie wypowiedzianych słów, ale również dlatego, że troskę Amaryla uważał za zbyteczną. Szczerze go lubił — a nawet więcej. Yugo był jednym z czworga ludzi, których poznał podczas pobytu na Trantorze. Poznał tam Eto Demerzela, Dors Venabili, Yugo Amaryla i Raycha — czworo ludzi, których polubił jak nikogo przedtem.
W pewien szczególny, w każdym wypadku inny sposób stali się dla niego niezbędni — Yugo Amaryl dlatego, że tak szybko zrozumiał zasady psychohistorii i tak skutecznie prowadził badania na nowych obszarach. Wielce pocieszająca była świadomość, że cokolwiek stałoby się Seldonowi, nim zdołałby rozwiązać zadania matematyczne, pozostanie przynajmniej jeden utalentowany człowiek, który będzie kontynuował badania.
— Przepraszam cię, Yugo — odezwał się Hari. — Nie chciałem być niecierpliwy ani odrzucać podawanej mi dłoni, szczególnie że tak bardzo pragniesz, bym zrozumiał twoje intencje. Chodzi jedynie o moją pracę; kiedy jest się dziekanem wydziału…
Teraz Amaryl uśmiechnął się, nieznacznie tłumiąc cichy chichot.
— Przepraszam, Hari. Wiem, że nie powinienem się śmiać, ale ty nie masz żadnych predyspozycji do tego stanowiska.
— Sam o tym wiem, ale będę się musiał nauczyć.
