Pośrodku placu znajdowała się niezbyt liczna grupa studentów, którzy entuzjastycznie śpiewali. Na platformie stał ktoś, kogo Hari nie rozpoznał, ktoś kołyszący się rytmicznie, o donośnym głosie.

Nie był to jednak Joranum. Seldon wielokrotnie oglądał go w holowizji, a ostrzeżony przez Amaryla, przyjrzał mu się uważnie. Joranum był rosłym mężczyzną, uśmiechał się jak fałszywy przyjaciel. Miał gęste jasne włosy i błękitne oczy.

Ten mężczyzna był niski, a poza tym szczupły, miał szerokie usta i ciemne włosy i zachowywał się bardzo głośno. Seldon nie wsłuchiwał się w słowa, ale usłyszał zdanie „przekazać władzę jednostki wielu” oraz głośny aplauz studentów, którym się to spodobało.

Doskonale, pomyślał, ale ciekawe, jak ma zamiar to zrobić… i czy mówi poważnie?

Znalazł się na skraju zgromadzenia i rozglądał dokoła, szukając kogoś znajomego. Wpadł na Finangelosa, studenta Wydziału Matematyki, całkiem przyzwoitego młodego człowieka o ciemnych, kędzierzawych włosach.

— Finangelos! — zawołał.

— Profesor Seldon — odpowiedział tamten dopiero po chwili, bo gapił się na niego tak, jakby nie potrafił go rozpoznać, gdy Hari nie trzymał rąk na klawiaturze komputera. Wreszcie podbiegł i zapytał: — Przyszedł pan posłuchać tego faceta?

— Nie. Przyszedłem tu tylko po to, by dowiedzieć się, co to za hałasy. Kto to?

— Nazywa się Namarti, profesorze. Przemawia w imieniu Jo-Jo.

— To już słyszałem — oznajmił Seldon, znów słuchając pieśni. Wyraźnie zaczynała się wtedy, gdy mówca chciał coś podkreślić. — Ale kim jest ten Namarti? Nie znam tego nazwiska. Z którego jest wydziału?



9 из 379