
– Nie uwolnisz się od tych szczeniaków, prawda? To znaczy, są od ciebie uzależnione. I nikt cię nie zastąpi, kiedy zachorujesz.
– Rozwiązanie jest proste. Nie zachoruję. Mam poważniejsze problemy. Aby przygotować mieszankę, muszę mieć mikser, a ten stary potwór dwa razy dziennie odmawia posłuszeństwa – stwierdził ponuro.
– Mikser? – Zerknęła na maszynę stojącą na blacie. – Jeśli chcesz, mogę go przejrzeć.
– Słucham?
– Naprawiam różne rzeczy. Uwielbiam urządzenia elektroniczne, ale radzę sobie też z silnikami małej mocy i takimi drobiazgami.
Patrzył na nią bez słowa.
– Naprawdę – zapewniła. – Szczerze mówiąc, to właśnie próbowałam robić, kiedy tu przyjechałam. Przyjęłam pracę u Samsona, ponieważ nie mogłam znaleźć niczego innego. Długo potrwa zanim rozwinę własny interes.
Nagle mocno zacisnęła palce na kubku kawy, żałując, że się wygadała. Po przyjeździe tutaj z czystego uporu umieściła na ścianie domu wywieszkę, więc jej plany nie były dla nikogo tajemnicą. Ale zdradzenie się z tym marzeniem jak dotąd przynosiło łatwe do przewidzenia rezultaty. Tak jak i w domu, naprawiania urządzeń nie uważano za zajęcie odpowiednie dla kobiet. Zwłaszcza mężczyźni sądzili, że jej zainteresowanie mechaniką doprasza się żartu i złośliwych uwag. Nie traktowali jej poważnie.
Przygotowała się na taką samą reakcję u Steve'a, ale się jej nie doczekała. Patrzył na nią jeszcze przez sekundę, a potem w mgnieniu oka odwrócił się, chwycił mikser i postawił go przed nią z rozmachem.
– Nie masz pojęcia jaki będę ci wdzięczny. To draństwo doprowadza mnie do szału. Z wilkiem, niedźwiedziem, nawet lawiną poradzę sobie świetnie. Ale gdy trafię na coś mechanicznego, stracę tylko masę czasu.
– Steve, naprawdę nie mogę gwarantować…
– Czego ci trzeba? Narzędzi? Mam ich całą szufladę. Nie mam pojęcia, do czego mogą służyć, ale na pewno znajdziesz coś, co ci się przyda. Czyli przyjechałaś tu, by otworzyć własny interes. A skąd jesteś?
