Myśliwi dotarli nad jeziorko i zatrzymali się. Konie tańczyły niespokojnie, omijając kręcące się pod nogami psy. Ślad na wodzie, powstały w miejscu, gdzie przepłynął jeleń, był jeszcze widoczny, choć samo zwierzę zniknęło już we mgle.

– Do licha! – zaklął książę. – Straciliśmy połowę ranka, by znaleźć zwierzynę, drugą, by ją dogonić, a teraz i tak się nam wymknęła. – Zsiadł z konia. – Równie dobrze możemy zatrzymać się tu na popas. Umieram z głodu, a mamy tylko placki owsiane i ser.

– Upolowaliśmy po drodze kilka królików, milordzie – powiedział główny łowczy, Colin More – - Leslie, brat Donala. – Oskórujemy je i ugotujemy.

Gdy zjedli treściwy posiłek, książę rozejrzał się dookoła.

– Gdzie jesteśmy? – zapytał, nie kierując pytania do nikogo w szczególności.

– To Loch Brae, jezioro Brae, milordzie – odparł Colin. – Spójrz tam, panie. Widać wyspę, a na niej stary zamek. Jest opuszczony. Ostatnia dziedziczka Gordonów z Brae poślubiła przed wielu laty Brodiego i pojechała za mężem do Killiecairn.

– Te ziemie graniczą z włościami Glenkirk – zauważył z namysłem Patrick. – Jeśli nikt już tu nie mieszka, a zamek jest zniszczony, może powinienem odkupić go od Brodiech. Nie podoba mi się, że tuż obok Glenkirk znajdują się niezagospodarowane włości.

– Nie poznałeś dotąd Brodiego z Killiecairn, milordzie? – zapytał Colin. – To paskudny staruch, do tego bardzo chytry. Ma jednak sześciu synów i nie pogardzi groszem, tak mi przynajmniej mówiono.

– Dlaczego nie oddal Brae któremuś z nich? – zapytał książę, zaciekawiony.



24 из 312