
Faktem jest, że zawsze, gdy budzi się ze snu — zazwyczaj jest kilkuminutowy poślizg, zanim wyczuję zmianę poprzez moje naturalne zdolności psi i ustawię wzmocnienie hełmu — czeka mnie mały pojedynek. Odczuwam niemal… pewien opór, dopóki nie doprowadzę jego prądów psychicznych do absolutnej zgodności fazowej z moimi. Samo marzenie senne było wystarczająco odmiennym doświadczeniem, żeby… — Angleseyowi nie chciało się kończyć zdania.
— Rozumiem — powiedział cicho Cornelius. — Tak, to jasne. Swoją drogą, niesłychane, że może pan mieć taki wszechstronny kontakt z istotą o całkowicie innym metabolizmie.
— To już nie potrwa długo — rzekł z ironią espmen — chyba że potrafisz usunąć powód palenia się lamp K. Mój zapas części zamiennych jest na wyczerpaniu.
— Mam kilka hipotez roboczych — odparł Cornelius — lecz tak słabo znamy zasado rozchodzenia się wiązki psi — prędkość nieskończenie wielka czy tylko bardzo duża, czy moc wiązki zależy ostatecznie od odległości, czy nie? A co wiemy o możliwych skutkach transmisji — och, na przykład poprzez zdegenerowaną materię w jądrze Jowisza? Mój Boże, planety, na której woda to ciężki minerał, a wodór — metal! Co my w ogóle wiemy?
— Mamy się o tym przekonać — warknął Anglesey. — O to chodzi w tym całym projekcie. O wiedzę! Bzdura! — Omal nie splunął na podłogę. — Widocznie nawet ta odrobina wiedzy, jaką zgromadziliśmy do tej pory, nie dotarła do ludzi. Tam gdzie żyje Joe, wodór jest wciąż gazem. Musiałby kopać wiele kilometrów w głąb, żeby dotrzeć do warstwy stałej. I oczekuje się ode mnie, bym przeprowadził naukową analizę warunków na Jowiszu.
Cornelius postanowił to przeczekać, pozwalając Angleseyowi się wyszaleć, a sam zajął się roztrząsaniem problemu oscylacji lamp K.
