Ów potok wyzwisk raptownie się urwał, kiedy tylko ręce Ryana Connella dotknęły jej głowy. Miała wrażenie, że włosy ożyły, że każdy obdarzony jest nerwem, a wszystkie te nerwy przesyłają ekscytujące informacje do reszty ciała, które… Poruszyła się niespokojnie, nie wiedząc, jak nazwać to dziwne, zdumiewające uczucie.

Od dawna to ona musiała opiekować się innymi. Nie miała pieniędzy, żeby myśleć o swoich sprawach, nie było nikogo, z kim mogłaby dzielić swoje kłopoty i trudności. Teraz jednak na krótką chwilę poczuła się kobietą, którą ktoś kocha, o którą ktoś się troszczy i która jest dla tego kogoś najcenniejszym skarbem. To tylko sen, to tylko marzenie, mitygowała w duchu samą siebie, ale jakże błogi, dopóki trwa…

Siedziała więc z przymkniętymi oczami, a tymczasem Ryan umiejętnie rozczesywał jej włosy, by potem zacząć je szczotkować. Kiedy przestał, Rose w panice pomyślała, że zaraz się rozpłacze.

– Wiązać je gumką to przestępstwo – odezwał się Ryan, a jego głos zabrzmiał tak, jak gdyby i jemu udzieliło się coś z emocji Rose. Spojrzała w górę, ale napotkawszy jego oczy, spiesznie umknęła wzrokiem. Co się z nią dzieje? Dlaczego zdradza ją własne ciało? Dlaczego nie może wytrzymać spojrzenia mężczyzny, wobec którego żywi mieszane uczucia?

– Gdzie pani ubranie? – spytał dziwnie obcesowo.

– W łazience.

– Lepiej powiesić je na dworze, żeby wyschło.

– Sama to zrobię.

Rose zerwała się gwałtownie, ale stopa uwięzła w pole długiego szlafroka, zachwiała się więc i byłaby upadła, gdyby nie chwyciło jej silne ramię.

– Teraz rozumiem, dlaczego nie pije pani szampana – mruknął Ryan.

Przez bardzo długi moment Rose nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Ich ciała niemal się stykały, a między nimi przeskakiwały dziwne iskry. Powinna… Z trudem cofnęła się o krok, ale ręce Ryana pozostały na jej ramionach, jakby nie mogły się z nimi rozstać.

– Chyba już pójdę – powiedziała cicho.



31 из 116