
– Kiedy to było?
– Cztery lata temu. Byłam już więc dorosła i powinnam wiedzieć, co robię. Tym bardziej że miał za sobą nie najlepszą przeszłość.
– Jak to?
– Było mi go żal, zresztą cala osada nie mówiła o nim inaczej, jak „biedny chłopak”, wszyscy mu współczuli. Pochodził z marginesu, właściwie nie miał domu. Odsyłano go najpierw z jednego domu dziecka do drugiego, potem wszedł w kolizję z prawem i trafił do poprawczaka. Później wiele razy próbował stanąć na nogi, ale bez większego powodzenia. Ciągle napotykał przeszkody, ciągle ktoś mu rzucał kłody pod nogi. W każdym razie taką wyciskającą łzy z oczu historię opowiadał wszystkim, którzy chcieli go słuchać. Ja zresztą także słuchałam wstrząśnięta do głębi. Miał w sobie tyle wzruszającego uroku.
Olaf pokiwał głową.
– Człowiek powinien zachować czujność, gdy ktoś narzeka, że wszyscy rzucają mu kłody pod nogi – mruknął. – Bo to oznacza, że coś z nim jest nie tak.
– Teraz już to wiem, ale musiałam doświadczyć tego na własnej skórze. No tak, było mi żal Arilda, który uważał, że należy mu się coś od społeczeństwa. „Gdybym miał takie szanse jak wy, zobaczylibyście”, powtarzał z pretensją ludziom, którzy odnieśli sukces.
– A ty już wtedy byłaś sławna. Nieźle zarabiałaś, prawda? Zresztą twoja mama była bardzo zamożna.
– W każdym razie wróżono mi karierę. Moja przyszłość zapowiadała się obiecująco. Niczego nie podejrzewałam, kiedy mi się oświadczał. Byłam taka szczęśliwa.
– Łowca fortuny i posagu, znam ten typ.
Ellen czuła się upokorzona, opowiadając o swych osobistych sprawach. Najgorsza była świadomość, że w kącie siedzi Johannes Hallar, ponury i nieporuszony niczym posąg.
Wzięła się jednak w garść i ciągnęła dalej:
– Ślub był olśniewający! Duma osady wychodziła za mąż za wychowanka domu dziecka.
