
Skinęła głową.
– Wychodzę – burknął inspektor.
– Jak to, nie chcesz usłyszeć, co Ellen ma do opowiedzenia, Johannes?
– Dziękuję bardzo, słyszałem już te brednie, zapewne teraz jeszcze bardziej chwytają za serce – mruknął cierpko i ruszył do drzwi.
W tej samej chwili Gerd miała okazję się przekonać, że Olaf Brink wciąż utrzymuje swój niezwykły autorytet.
– Nie, Johannes, powinieneś zostać – powiedział krótko i to wystarczyło.
Hallar cofnął się, nie kryjąc irytacji, i przysiadł na sofie w kącie.
Ellen westchnęła, ciężko przygnębiona pogardą policjanta.
– Od czego mam zacząć? Od momentu kiedy wyjechałeś z naszej wsi? Miałam wówczas piętnaście lat.
Olaf pokiwał głową.
– Słyszałem twoją rozmowę telefoniczną z tą dziennikarką, bo dzwoniła z hotelu. Okropna baba! Uwierz mi, Ellen, twoja makatka wisi ciągle u mnie w domu nad łóżkiem. Ktoś mi kiedyś powiedział, że warta jest majątek, ale ja za nic w świecie bym jej nie sprzedał.
Uśmiechnęła się uszczęśliwiona i oblała rumieńcem, a potem wyjąkała:
– Nie przywiązuj zbytniej wagi do tego, co powiedziała Goggo, że byłam w tobie zakochana i że tygodniami wylewałam łzy po twym wyjeździe…
Olaf uśmiechnął się ze zrozumieniem.
– Tego nie słyszałem, Ellen. Ja słyszę tylko rozmowy prowadzone z aparatu telefonicznego w hotelu. A poza tym nie biorę wszystkiego tak poważnie. Przecież miałaś wtedy zaledwie piętnaście lat.
Szkoda, pomyślała dziewczyna, ale nie wyraziła na głos swoich myśli.
– W Siljar bez ciebie zrobiło się pusto – zaczęła cicho. – Tak pusto, że popełniłam głupstwo.
– A bo to jedno – wtrącił kwaśno policjant ze swego kącika.
– Jakie? – zapytał Olaf, jakby nie zauważając słów przełożonego.
– Do naszej osady przyjechał młody człowiek, który wydał mi się bardzo do ciebie podobny. Ta sama mimika, identyczne włosy w kolorze dojrzałego zboża i to samo otwarte spojrzenie. Wmówiłam sobie, że jestem w nim zakochana. Tymczasem stanowił namiastkę, substytut twojej osoby. Tyle że ja wówczas tego nie rozumiałam.
