– Myślę, że mamie wystarczy pojedyncza kokardka – powiedział Jeff i zaczął sznurować drugi but. – Jesteś gotowa?

– Muszę jeszcze założyć płaszczyk – stwierdziła Maggie.

– A wiesz, gdzie jest?

Maggie skinęła głową i puściła się pędem w stronę płaszczy. Ashley odczekała, aż Jeff skończy sznurować jej buty i wyprostowała się na krześle.

Już nie kręciło jej się tak bardzo w głowie i miała jaśniejszy umysł niż tuż po przebudzeniu się. Bolało ją wciąż całe ciało i wiedziała, że wygląda fatalnie, ale dopóki rozum nie odmawiał jej posłuszeństwa, wszystko było w porządku.

– Zachowuje się pan tak, jakby sprawa była przesądzona – stwierdziła.

– A czy nie jest? – Jeff spojrzał wymownie na dwóch wolontariuszy, którzy zbierali z połówki rzeczy Ashley. – Potrzebne jest ci miejsce i czas, aby spokojnie dojść do zdrowia. Jestem w stanie zapewnić ci jedno i drugie.

– Pragnę panu zaufać. Jak pan sam zauważył, nie mam się gdzie podziać. Nie mogę jednak nie zapytać, dlaczego pan to robi.

Po raz pierwszy, odkąd Jeff Ritter zjawił się w przytułku, odwrócił od niej oczy. Zapatrzył się w jakiś punkt ponad jej głową, ale jego nieobecny wzrok zdradzał, że nie zauważa krzątaniny w prowizorycznym przytułku. Myślami był gdzie indziej i prawdę mówiąc, Ashley wolała się nie zastanawiać, nad czym się tak zadumał.

Ocknął się w końcu i wzruszył ramionami.

– Nie wyczerpałem jeszcze w swoim życiu limitu dobrych uczynków.

Odpowiedź ta wcale nie zabrzmiała jak blaga. Ashley pomyślała, że może Ritter w gruncie rzeczy sam nie wie, dlaczego im pomaga. Trocheja to niepokoiło, jednak nie tak, jak perspektywa zostania z córką bez dachu nad głową. Wszystko rozbijało się o kwestię zaufania. Ashley spojrzała na jego twarz – mocne szczęki, wystające kości policzkowe, obojętne oczy. Miał koło ust bliznę, a na skroniach kilka siwych włosów. Zarówno jej intuicja, jak i reakcja córki mówiły, że to człowiek godny zaufania. Czy to jednak wystarczy?



17 из 181