Jeff puścił Ashley i podszedł do stolika. Wyraźnie zainteresowało go leżące na nim urządzenie. Ashley wsunęła rękę do kieszeni i wyjęła mały odbiornik.

– Dzięki temu aparatowi słyszę swoją córkę – oznajmiła, zdaje się zupełnie niepotrzebnie. Ten mężczyzna był przecież ekspertem w sprawach ochrony. Z pewnością miał dostęp do różnych wymyślnych przyrządów podsłuchowych, o jakich jej się nawet nie śniło. – To nie jest z mojej strony żaden kaprys, że przyprowadzam do pracy Maggie, panie Ritter. W ciągu dnia studiuję, dlatego pracuję o takich późnych godzinach. Nie mogę sobie pozwolić na opiekunkę do dziecka. Pochłonęłoby to lwią część moich dochodów, które muszą mi starczyć na czynsz, jedzenie i czesne.

Przymknęła oczy, gdyż pokój zaczął jej wirować w głowie. Przecież to go zupełnie nie obchodzi. I tak zaraz wyrzuci ją z pracy. Straciłaby wówczas zarówno dochody, jak i ubezpieczenie. Nie zamierzała jednak poddawać się bez walki.

– Maggie nigdy nie sprawiała mi kłopotu. Pracuję tu już blisko rok i nikt nie odkrył, że przychodzę z córką. – Aż zadrżała, bo uprzytomniła sobie, jak to zabrzmiało. – Nie mówię tego, żeby się usprawiedliwiać, tylko chcę podkreślić, że mała naprawdę nie stanowi najmniejszego problemu.

Dlatego nie widzę powodu, żebym przez nią miała stracić pracę, dodała w myślach.

Maggie podeszła do niej i wzięła ją za rękę.

– Nie przejmuj się, mamusiu. Ten miły pan nas lubi.

O, tak, pomyślała Ashley. Schrupałby nas pewnie z chęcią na śniadanie. Stojący przed nią w milczeniu mężczyzna miał w sobie coś niepokojącego. Nie potrafiła jednak tego bliżej określić. Może dlatego, że prawie się nie odzywał? Czy też ze względu na oczy – zimne jak lód? Mierzył ją wzrokiem jak przestępca potencjalną ofiarę.



6 из 181