
Jeff Ritter był wysoki, miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. Jego elegancki garnitur – drogi i doskonale skrojony – nie potrafił ukryć muskularnego ciała. Mężczyzna sprawiał wrażenie wielkiej maszyny przeznaczonej do walki, a może nawet i do zabijania.
Był blondynem o szarych oczach. Można by go uznać za całkiem przystojnego, gdyby nie ten odpychający sposób bycia. W jego postawie wyczuwało się zbytnią czujność.
Ze względu na godziny, w jakich pracowała, Ashley nie miała specjalnie kontaktu z ludźmi z biura. Raz na trzy tygodnie meldowała się u kierownika. Instrukcje pozostawiano jej na tablicy ogłoszeń, wiszącej w pakamerce. Wynagrodzenie przesyłano na konto przelewem internetowym. Czytała jednak w prasie artykuły na temat firmy ochroniarskiej, która zatrudniała ją jako sprzątaczkę. Niedawno pisano o niej kilkakrotnie, w związku z porwaniem syna eksperta komputerowego, za którego zażądano okupu. To właśnie Jeff wytropił kidnaperów. Dostarczył ich policji na pół żywych. Chłopcu nie spadł włos z głowy.
Ashley przeszył gwałtowny dreszcz – nie ze strachu, tylko z gorączki, która rozpalała jej ciało. Okropnie ją mdliło. Całe szczęście, że nie zjadła obiadu.
Jeff rzucił jej spojrzenie i podszedł do kanapy.
– Ledwie się pani trzyma na nogach. Powinna pani jak najszybciej wrócić do domu i położyć się do łóżka.
Zanim zdążyła zaprotestować, Jeff zwinął pościel i wepchnął ją do torby stojącej na podłodze obok kanapy. Maggie zaczęła zbierać pluszowe zwierzątka. Wyrzuciła do kosza na śmiecie pusty kartonik po soku, a Jeff tymczasem schował do torby elektroniczną nianię.
– Czy to wszystkie pani rzeczy? – zapytał.
Należy mi się jeszcze wypłata, pomyślała Ashley ponuro. Prześlą mi ją pewnie na konto.
– Tak, dziękuję panu, panie Ritter. Jest pan dla mnie bardzo uprzejmy.
Nie bardzo wiedziała, co powiedzieć. Błagać go, żeby się nad nią zlitował? Sądząc po chłodnym wyrazie szarych oczu, nie miała na co liczyć.
