Zapięła córce i sobie pasy bezpieczeństwa, objęła Maggie i wreszcie oparła się wygodnie i przymknęła oczy. Za jakieś piętnaście minut powinni być na miejscu. W domu natychmiast zapakuje się do łóżka.

– Proszę mi podać swój adres – odezwał się z ciemności głos.

Ashley, otępiała z gorączki, z trudem formułowała słowa. Zaczęła mówić, jak do niej dojechać, ale Jeff oznajmił jej, że zna tę okolicę. Nie wątpiła w to. Ten mężczyzna wiedział wszystko.

Cichy szum silnika ukołysał ją w stan półsnu, w którym najchętniej tkwiłaby, dopóki nie minie atak choroby. Wczesna pora zmogła również Maggie, która przytuliła się do niej i zasnęła. Gdy samochód stanął, Ashley wyczuła, że Jeff się odwrócił. Jak przez mgłę dotarły do niej jego słowa:

– Zdaje się, że jest jakiś problem.

Ashley z wysiłkiem otworzyła oczy, ale natychmiast tego pożałowała. Dosyć miała kłopotów jak na jeden dzień.

Zatrzymali się w pobliżu czteropiętrowego budynku, w którym znajdowało się jej mieszkanie. Normalnie można było bez trudu zaparkować przed samym wejściem, ale nie dzisiejszego ranka. Na podjeździe stały bowiem czerwone wozy strażackie oraz wozy policyjne. Migoczące światła alarmowe błyszczały w kroplach deszczu. Kompletnie oszołomiona, Ashley wpatrywała się z niedowierzaniem w wodę lejącą się rzeką z frontowych schodów. Sąsiedzi stali zbici w gromadę na chodniku i dzielili się półgłosem uwagami.

Ashley poczuła, że drży. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nie dzisiaj…

Zaczęła się mocować z pasami bezpieczeństwa, którymi przypięta była Maggie, a potem swoimi. Otworzyła drzwi i wysiadła z samochodu, pociągając za sobą córeczkę. Wzięła ją na ręce, gdyż mała miała na nogach klapki, a wszędzie było pełno wody.

– Mamusiu, co się stało? – zapytała Maggie.

– Nie mam pojęcia.



9 из 181