
— Czy pan wie, co oznacza dla medycyny pięćdziesiąt miliardów funtów? — rzuciła pielęgniarka, wstukując dane do komunikatora. — Moglibyśmy znaleźć lekarstwo na ebolę II, zaszczepić dzieci z całego świata przeciwko HIV, kupić porządne wyposażenie. Tylko za to, co łady Schrapnell wydaje na witraże, Szpital Radcliffe mógłby zbudować całe nowe skrzydło, wyposażone w najnowszy sprzęt.
Komunikator wypluł pasek papieru.
— To nie jest poświęcenie dla sprawy, tylko…
— Tylko zbrodnicze niedbalstwo, panie Henry. — Oddarła papier i podała mi. — Chcę, żeby pan dokładnie wypełniał te zalecenia.
Spojrzałem ponuro na listę. Pierwsza linijka nakazywała: „Czternaście dni całkowitego wypoczynku w łóżku”.
Nigdzie w Oksfordzie nie mógłbym spokojnie wypoczywać, zresztą nigdzie w Anglii. Gdyby lady Schrapnell dowiedziała się, że wróciłem, wytropiłaby mnie i dopadła niczym mściwa furia. Już widziałem, jak wpada do sypialni, zrywa ze mnie koc i prowadzi za ucho do sieci.
— Musi pan stosować wysokoproteinową dietę i wypijać co najmniej osiem szklanek płynu dziennie — ciągnęła pielęgniarka. — Żadnej kofeiny, żadnego alkoholu, żadnych stymulatorów.
Uderzyła mnie pewna myśl.
— Czy zostałem przyjęty do szpitala? — zapytałem z nadzieją. Jeśli ktoś potrafi utrzymać na dystans lady Schrapnell, to tylko ci Wielcy Inkwizytorzy, pielęgniarki oddziałowe. — Zamkną mnie w izolatce?
— W izolatce? — powtórzyła. — Ależ skąd. Dyschronia nie jest chorobą zakaźną, panie Henry. To zaburzenia biochemiczne spowodowane przez rozregulowanie wewnętrznego zegara i ucha środkowego. Nie potrzebuje pan leczenia. Potrzebuje pan tylko wypoczynku i teraźniejszości.
